Kiedy
wstałam ubrałam się, zjadałam śniadanie i poszłam do pracy. Dzisiaj byłam na
zmianie od 13 do 20. Po pracy pożegnałam się z Isabelle, z którą zazwyczaj
byłam na zmianie i wyszłam. Dzisiaj Harry po mnie nie przyjechał. Miałam po
pracy pójść do przyjaciółki. Ostatnio rzadko się z nią widywałam, bo większość
czasu spędzałam z Harrym. Ona mieszkała niedaleko, więc jakimś cudem Harry
jednak zgodził się, żebym poszła na piechotę. Kiedy przechodziłam obok jakiegoś
baru zobaczyłam dwóch chłopaków, którzy się bili. Od razu przypomniał mi się
Harry i to jak prawie zabił faceta, który dobierał się do mnie na imprezie.
Tutaj jednak różnica była taka, że raz obrywał jeden raz drugi. Przechodząc
obok starałam się nie zwracać na nich uwagi, żeby ich nie prowokować.
Spojrzałam na nich i zobaczyłam, że spod czapki jednego z nich wystają ciemne
loki. Nie, to nie mógł być Harry. Co on miałby tu robić? I po co miałby się z
kimś bić? Stanęłam na chwilę. Spojrzałam jeszcze raz. Zobaczyłam twarz jednego
z nich. To był on!
- Harry! –
Krzyknęłam i podbiegłam do nich. Spojrzał na mnie i odsunął się od swojego
przeciwnika.
- Lily,
odejdź stąd, tutaj jest niebezpiecznie. – Powiedział i spojrzał na mnie.
- Co… co ty
tutaj robisz?! – Krzyknęłam.
- Posłuchaj
mnie, nie powinno cię tutaj być. – Powiedział i odwrócił się. Facet za nim
zbliżył się do niego i chciał go uderzyć, ale Harry chwycił jego pięść tuż
przed swoją twarzą, odwrócił rękę tego faceta za jego plecy i pchnął go na
ziemię. Tamten wstał i podszedł do mnie. Harry od razu stanął pomiędzy nami.
- Jesteś dziewczyną
Harrego? – Zapytał i zaśmiał się.
- Tak, a co?
– Odpowiedziałam. Starałam się nie wyglądać na przerażoną.
- Nie
wyglądasz. – Powiedział i zaśmiał się ponownie. – Jestem Dylan.
- Odejdź od
niej i nawet się nie zbliżaj! – Warknął Harry.
- Nie wydaje
ci się, że Harry jest dla ciebie zbyt niebezpieczny?
- Nie. –
Powiedziałam chłodnym tonem. Harry stał pomiędzy nami, nie pozwalając Dylanowi
się do mnie zbliżyć.
- Lily
proszę cię odejdź stąd. – Powiedział Harry przez zaciśnięte zęby.
- On jest
bardzo niebezpieczny. Spytaj się go, dlaczego mnie zaatakował. – Powiedział
Dylan i wskazał głową na Harrego.
- Harry? –
Nie wiedziałam, co tutaj się dzieje. Było dosyć ciemno, dopiero teraz
zobaczyłam, że twarz przeciwnika Harrego krwawi.
- Zasłużył
sobie. – Powiedział Harry.
- No powiedz
jej, co takiego strasznego zrobiłem.
- Lily,
pamiętasz, co ci mówiłem? O mojej siostrze? – Spojrzał na mnie. Przytaknęłam
głową. – To jest kumpel tego skurwiela, który ją… no wiesz. – Powiedział Harry.
Był wściekły.
- Skąd o tym
wiesz? – Zapytałam.
- Widziałem
go na komendzie policji, kiedy złapali tamtego łajdaka. Próbował go wyciągnąć.
Ale na szczęście mu się nie udało. – Powiedział nadal wściekły.
- A dlaczego
go pobiłeś? – Spytałam. Dylan wyglądał na zadowolonego z siebie.
- Bo się do
niego odezwałem! – Krzyknął i zaczął się śmiać.
- Co? – To
nie możliwe, żeby tylko za to Harry go pobił.
- Nie za to,
że się do mnie odezwał. Za to, co powiedział.
- Co takiego
powiedział? – Zapytałam. Dylan przestał się już uśmiechać. Myślał chyba, że
ucieknę kiedy tylko usłyszę, że mój chłopak rzucił się na niego za to, że
tamten się do niego odezwał.
- Że żałuje,
że nie było go tamtej nocy z jego koleżką. Wtedy oboje by się zabawili! –
Krzyknął Harry i odwrócił się uderzając Dylana w brzuch tak mocno, że tamten
zgiął się w pół. Doskonale rozumiałam, dlaczego był taki wściekły, ale nie
chciałam, żeby zrobił komuś krzywdę.
- Spokojnie
Harry. Rozumiem, że cię to wkurzyło, ale jemu właśnie o to chodzi. On cie
prowokuje! – Krzyknęłam i złapałam Harrego za rękę. – Nie rób tego, jeżeli go
pobijesz, skończy się to w sądzie. A ze względu na to, że nie wiesz, kiedy
przestać, możesz go zabić. Nie chcę żeby cię zamknęli Harry. – Powiedziałam i
pocałowałam go. – Chodźmy stąd, proszę. – Powiedziałam cicho. Harry jeszcze raz
spojrzał na Dylana, który zwijał się z bólu. Następnie spojrzał na mnie i
odeszliśmy stamtąd. Poszliśmy do jego samochodu i Harry powiedział, że odwiezie
mnie to przyjaciółki. Zgodziłam się. Na myśl przyszło mi pewne pytanie.
- Harry?
- Hmm?
- Co robiłeś
w tym barze? – Spytałam nerwowo bawiąc się włosami.
- Poszedłem
tam na chwilę. Kumpel miał do mnie sprawę i chcieliśmy porozmawiać. Akurat był
tam, więc pojechałem do tego baru. – Powiedział. Uspokoiło mnie to trochę.
Podjechaliśmy pod dom Mary – mojej przyjaciółki. Harry otworzył mi drzwi i
pomógł wysiąść. Kiedy wyszłam z samochodu pocałował mnie i pożegnał się ze mną.
Uparł się, że po mnie później przyjedzie. Mogłam pójść na piechotę, ale Harry
bał się o moje bezpieczeństwo. Zgodziłam się, wiedziałam, co przeszedł i
rozumiałam jego niepokój. Kiedy Mary otworzyła mi drzwi, Harry odjechał.
Cieszyłam się, że nareszcie się z nią spotkałam. Brakowało mi jej. Długo
rozmawiałyśmy o mnie i o Harrym. W końcu zadała mi pytanie, którego nienawidziłam.
- A wy już…
no wiesz… robiliście to? – Spytała i przyglądała mi się z zaciekawieniem. Czemu
wszystkich tak interesowało, czy straciłam z Harrym dziewictwo?!
- Nie,
jeszcze nie. Nie spieszy mi się z tym. – Powiedziałam spokojnie.
- A Harremu?
– Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Sama nie byłam pewna.
- No cóż…
on… sama nie wiem. – Powiedziałam wzruszając ramionami. Wiem, że spał już z
wieloma dziewczynami, ale sam mówił mi, że ja jestem inna. Nie chciałam o tym
rozmawiać. Zmieniłam temat.
- Cały czas
gadamy o mnie i o nim… Porozmawiajmy o tobie. Co słychać? – Spytałam. Chwilę
później rozmawiałyśmy już o chłopaku, którego poznała na jakiejś imprezie.
Gadałyśmy nie tylko o tym, ale też o innych rzeczach. Cieszyłam się, że
nareszcie mogłam spędzić z nią trochę czasu. Później Harry przyjechał po mnie i
odwiózł mnie do domu. Jak zwykle, kiedy się żegnaliśmy pocałował mnie przed
drzwiami. Umówiliśmy się na jutro. Mieliśmy jak zwykle posiedzieć u niego.
Harry pojechał a ja weszłam do domu. Moja mama spała. Po cichu poszłam do
swojego pokoju. Poszłam się umyć. Później przygotowałam się do spania i
położyłam w łóżku. Cieszyłam się, że jutro Harry zabierze mnie do siebie.
Lubiłam przebywać u niego w domu. Czułam się tam jak u siebie. Kilka razy
proponował mi żebym została na noc, ale nie zostawałam. Nie byłam pewna czy
powinnam. Dzisiaj po drodze, kiedy odwoził mnie do domu rozmawialiśmy o tym.
Miałam jutro zostać u niego na noc. Musiałam jeszcze poinformować o tym moją
mamę. Byłam pewna, że znowu zacznie gadać o prezerwatywach, ale trudno. Jakoś
może to wytrzymam. Pomyślałam. Zastanawiałam się, przez chwilę nad jutrem i nad
tym, jaką wezmę piżamę. Na pewno nie tą, w której raz otworzyłam mu drzwi.
Postanowiłam, że rano czegoś poszukam i zasnęłam.
Elo elo trzy dwa zero! :D
OdpowiedzUsuńWracam po chwilowej nieobecności :3
Rozdział ten jak i poprzednie są mega zajebiste, słońce! ;*
Ja chcę tą scenę ^^ Plose, plose, plose ♥ XD
Może nie od razu teraz, ale kiedyś tam ^^
Czekam na kolejny, buziaki ;* ;*
Cudne, zreszta jak zawsze. Buziaki! :*
OdpowiedzUsuń