niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział 19

Ostatnia noc nadal siedziała mi w głowie. Wszystko wracało i nie były to niestety przyjemne zdarzenia, doprowadziły mnie tutaj. Leżę w szpitalu, a koło mnie siedzi Louis. Co się stało? Więc zacznijmy od tego, że kilka dni temu ja i Harry... Nie zrobiliśmy tego. Dlaczego? Stwierdził, że nie mogę tego zrobić tej nocy, nie z nim. Powiedział, że nie nadaje się do związków i nie mamy przyszłości, więc lepiej to zakończyć jak najszybciej. "Skarbie, nie nadaję się ani na męża, ani na ojca, ani nawet na chłopaka" to były ostatnie słowa jakie do mnie powiedział. Ostatnie, które wszystko podsumowały. Nie chciał mnie krzywdzić, nie chciał niszczyć mojej przyszłości i nie chciał żebym była z kimś, na kogo jego zdaniem nie zasługuję. To tyle. Twierdził, że nie jest mnie wart, a ja płakałam, błagałam, krzyczałam. Nie pomogło. Nic. Nie chciał ze mną być. Myślał, że w ten sposób nie zniszczy mojego życia, a ja z tego powodu chciałam je zakończyć. Nie wiem co sobie myślałam, ale nie mając jego, nie mam nic. Bez niego nie chcę żyć. Harry nie chce mnie. Nie chce być ze mną, jak twierdzi z własnej winy. Ale tak na prawdę nie chcę tego wszystkiego. Ślubu, dzieci, rodziny. Jeżeli to oznacza koniec nas. Wolę mieć jego i być szczęśliwa, niż mieć to wszystko i cierpieć. Tak, więc wiedząc, że to koniec. Że nie ma szans byśmy do siebie wrócili. Załamałam się. Jednak miałam nadzieję, że wszystko potoczy się inaczej, szłam do niego. Chciałam go błagać. Byłam w stanie zrobić wszystko, byle tylko być z nim. Jednak drzwi były zamknięte, a on nie otwierał. Spałam pod nimi. Rano przyszła jego siostra. Otworzyła drzwi za pomocą klucza i zastałyśmy mojego ukochanego wiszącego na linie. Popełnił samobójstwo. Zostawił tylko list. W skrócie napisał w nim, że mnie kocha i beze mnie nie chce żyć, a ze mną nie może, nie chce mnie unieszczęśliwiać, chociaż i tak to zrobił. Podsumował wszystko jednym zdaniem : "Ból nie trwa wiecznie kochanie, będziesz płakać, ale zapomnisz. Znajdziesz kogoś kto na ciebie zasługuje, a ja zawsze będę przy tobie. Będę." Chciałam żeby był, ale nie w taki sposób. Musiałam być z nim, nie ważne jak. Tak więc postanowiłam pójść w jego ślady, ale ja nałykałam się tabletek. Problem w tym, że mnie znaleźli o odratowali. A ja nie wiem co będzie dalej. Wiem, że Louis siedział przy mnie całą noc, i że płakał. Myślał, że śpię. Przytulał mnie, płakał, przepraszał. Dzisiaj błagał żebym tego więcej nie robiła.
Otworzyłam oczy, przyjaciel mnie obserwował.
- Cześć. - Powiedziałam. Widziałam, że był zły, ale już wszystko mi powiedział. Jaka jestem nierozsądna itp... Więc teraz już sobie darował.
- Cześć. - Odpowiedział i uśmiechnął się. - Muszę ci coś powiedzieć. - Zaczął.
- Słucham.
- Wiem, ze jest ci ciężko, mnie też. Był moim przyjacielem. Wszyscy za nim tęsknimy i nie rozumiemy nic z tego co się stało, ale nie możesz robić takich rzeczy. Nigdy więcej. Obiecaj.
- Obiecuję. - Szepnęłam, ale tylko po to żeby go uspokoić.
- I jeszcze jedno. Kiepski moment, ale musisz wiedzieć jedną rzecz. W sumie już wiesz, ale to nie ważne. Kocham cię i chcę być przy tobie, wspierać cię i pomagać. Nie pozwolę byś znów zrobiła coś tak głupiego. Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie. Kocham cię. - Powiedział, a ja nie wiedziałam co zrobić.
- Louis...
- Poczekaj. Wiem, że to pewnie za szybko, ale proszę, nie odtrącaj mnie. - Przerwał mi i mocno mnie przytulił, Nie odpowiedziałam już. Po prostu się uśmiechnęłam.

__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

No i koniec. Ostatni rozdział, mam nadzieję, że was nie zawiodłam, nie jest idealny, ale cóż... mam nadzieje, że wam się spodoba.
Zapraszam na moje nowe ff - Broken Girl
https://www.wattpad.com/story/54710049-broken-girl
No i... żegnajcie :)

No cześć!

Więc mam nadzieję, że jeszcze mnie pamiętacie. Wiem, że z Angel wyszło jak wyszło, mianowicie nie było ostatniego rozdziału, chociaż 18 można poniekąd uznać za ostatni, ale jeżeli jednak ktoś to jeszcze czyta, postaram się w końcu napisać 19 rozdział, który będzie kończył to ff. Wiem, że zawiodłam wszystkich czytelników angel i przepraszam, ale trochę się rzeczy wydarzyło i pisanie stało się dość trudne. Postaram się w końcu napisać 19, mam nadzieję, ze mi się to uda. Gdyby jednak ktoś się za mną stęsknił (wiem, że raczej nie, ale co tam) zaczęłam niedawno pisać, a właściwie publikować bo zaczęłam pisać już wcześniej nowe ff o Michaelu Cliffordzie na wattpad.
https://www.wattpad.com/story/54710049-broken-girl
Jeżeli ktoś chciałby poczytać to serdecznie zapraszam :)
Jeszcze raz bardzo przepraszam.

środa, 8 kwietnia 2015

Rozdział 18

Podszedł bliżej. Zaczęłam się bać. Miałam złe przeczucia.
- Jak mogłeś?! – Krzyknął na Louisa. Wiedział, że to on pocałował mnie? O matko! On musiał stać tutaj cały czas, a ja go nie widziałam. Teraz miałam wyrzuty sumienia. Jak ja mogłam całować się z Louisem?! I dlaczego sprawiało mi to taką przyjemność?!
- Harry, proszę cię uspokój się! – Krzyczałam. Nie chciałam, żeby skrzywdził Louisa. Właśnie zniszczyłam ich przyjaźń. Jak ja mogłam?! Dlaczego go nie powstrzymałam?! Kochałam go może jednak bardziej niż myślałam, ale Harrego kochałam bardziej. Mimo wszystko. Bałam się, że zrobi coś Louisowi. Podszedł do niego.
- Jak mogłeś?! I ty niby jesteś moim przyjacielem?! – Krzyczał Harry. Bałam się coraz bardziej. Stanęłam między nimi.
- Lily, odejdź. Proszę cię. – Powiedział cicho Louis.
- Nawet się do niej nie odzywaj! – Krzyknął Harry.
- Stary, może wyjdziemy ze szpitala? Nie ma sensu robić tutaj scen. – Powiedział mój przyjaciel i udał się z Harrym do wyjścia. Poszłam za nimi. Bardzo bałam się o Louisa. Nie chciałam żeby Harry go skrzywdził. Byliśmy już przed szpitalem.
- Jak mogłeś mi to zrobić?! Przyjaciele tak nie postępują! Chwile mnie nie było a ty się do mojej dziewczyny dobierasz?! Pomyśleć, co by było jakbym was samych u ciebie w domu zostawił! Zerżnąłbyś ją?! – Krzyczał Harry. Jak on mógł. Jak mógł mówić tak o mnie i o Louisie.
- Harry, przestań! Myślisz, że jedyne, czego chcę to ją przelecieć?! – Krzyknął Louis. Czy oni zdawali sobie sprawę, że byłam tuż obok?!
- A może nie?! Myślisz, że nie wiem, co ci chodzi po głowie?! – Krzyknął Harry i lekko go popchnął.
- Ja ją kocham! Nigdy bym jej nie skrzywdził. Myślisz, że chciałbym popełnić samobójstwo tylko, dlatego, że chcę się z nią przespać?! – Krzyknął Louis.
- Czyli jednak chcesz?! – Mój chłopak był coraz bardziej wściekły. Przypomniałam sobie jak myślałam o tym, jakby to było przespać się z Louisem. Dlaczego ja o tym myślałam?!
- Tak, ale z miłości Harry! Z miłości. Kocham ją i nigdy bym jej nie skrzywdził, a jej pierwszy raz powinien być wyjątkowy. Ty ją przelecisz i zostawisz. – Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę.
- A więc wyjątkowy będzie tylko, jeżeli będzie z tobą, tak?! Gdybym chciał tylko się z nią przespać, nie byłbym już z nią po tym jak powiedziała mi, że nie jest gotowa. – Harry miał rację. Wiedziałam, że mnie kocha. Ale czy wszyscy musieli to słyszeć?!
- Przestań Styles! Zachowujesz się jak dziecko! – Krzyknął Louis.
- Jak dziecko?! Czy ty nie zdajesz sobie sprawy z tego, co zrobiłeś?! Całowałeś MOJĄ dziewczynę! Wbiłeś mi nóż w plecy! – Mój ukochany był wściekły już chciał uderzyć Louisa, kiedy stanęłam między nimi.
- Harry posłuchaj mnie. To też moja wina. On mnie nie zmuszał! Ja też tego chciałam. – Powiedziałam i rozpłakałam się. Padłam na kolana. Klęczałam na ziemi i nie mogłam przestać płakać. Oboje uklęknęli obok mnie.
- Kochanie… to nie twoja wina. To on cię pocałował. – Powiedział Harry.
- Wcale nie! Ja tego chciałam! Po…podobało mi się! Przepraszam Harry! – Wykrzyczałam szlochając. Nie mogłam wstać. Płakałam. Harry mnie przytulił. Nic z tego nie rozumiałam. Przecież go skrzywdziłam. Co ja sobie myślałam?! Jak ja mogłam?!
- Podobało jej się. – Mruknął pod nosem Louis klęcząc obok nas. Czułam, że się uśmiecha. Harry lekko uderzył go w twarz. Lekko jak na Harrego.
- Lily… kochanie… to naprawdę nie była twoja wina. On grał na twoich uczuciach. Wcale tego nie chciałaś. Było ci go po prostu żal, przez to, co się stało. Miałaś wyrzuty sumienia za to, że chciał zrobić coś BARDZO GŁUPIEGO tylko, dlatego, że nie potrafisz odwzajemnić jego uczuć. Całowałaś go tylko, dlatego, że podświadomie chciałaś mu to wynagrodzić. – Powiedział mój ukochany przytulając mnie mocno. Może i miał rację.
- Harry… nawet, jeśli to prawda… ja i tak zrobiłam coś głupiego. Jak ja mogłam?! Widziałeś to, prawda?! Cały czas nas obserwowałeś, prawda?! – Krzyczałam. Płakałam. Nie wiedziałam, co robić.
- Tak widziałem was. Nie ukrywam, że zabolało mnie to, co zobaczyłem. Ale tylko, dlatego, że mój własny przyjaciel całował moją dziewczynę. I to jeszcze w taki sposób! Ale ty mnie nie zraniłaś. Oboje wiemy, że to dla ciebie nic nie znaczyło. – Pocieszał mnie dalej Harry. Skoro to dla mnie nic nie znaczyło to, dlaczego mi się podobało?!
- Ale… przecież… nawet jeśli to nic dla mnie nie znaczyło, to dlaczego mi się podobało?! – Krzyczałam.
- No, cóż to też nie była do końca twoja wina… tylko Louisa. Może po prostu dobrze całuje?
- Może. – Mruknęłam cicho pod nosem i znów się rozpłakałam. Przypomniałam sobie, jak zastanawiałam się, jakby to było gdybym straciła dziewictwo właśnie z Louisem. To akurat była tylko i wyłącznie moja wina. Musiałam o tym powiedzieć Harremu, pomimo, że Louis pewnie też to usłyszy. Kiedy już otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, zamiast tego się rozpłakałam. Znowu.
- Lily… on ma rację. To wszystko to była tylko i wyłącznie moja wina. Przepraszam cię. Nie możesz się tym zamartwiać. To nie jest twoja wina. – Powiedział Louis. Harry nie pozwalał mu się zbytnio do mnie zbliżyć.
- Przestańcie do cholery! To była moja wina! Ja… przez chwilę nawet zastanawiałam się… jak by to było… gdybym… ja… gdybym… straciła dzie… dziewictwo z Louisem. – Powiedziałam i znów się rozpłakałam. Nienawidziłam samej siebie! Jak ja mogłam?! Tak bardzo tego żałowałam.
- To też nie była do końca twoja wina. Mówiłem ci jak bardzo boli mnie… boli mnie sama myśl o tym, że Harry… cię dotyka. Że to właśnie z nim stracisz cnotę. Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale zawsze miałem nadzieję, że to będę ja. I kiedy nasłuchałaś się tego jak bardzo cierpię na samą myśl o tym wszystkim. O tym jak on cię dotyka… Zaczęłaś zastanawiać się jakby to było ze mną, żeby nie mieć wyrzutów sumienia. Żeby jak to Harry mówił… wynagrodzić mi to. Ale dobrze wiesz, że byś tego nie zrobiła. Nie skrzywdziłabyś tak Harrego i tym samym siebie. Wiem to. – Powiedział Louis. Chyba miał rację, ale mimo wszystko nadal czułam się przez to wszystko paskudnie.
- Harry… przepraszam cię. Chciałem, chociaż raz… poczuć jej usta. Chociaż ten jeden, jedyny raz móc ją pocałować. Tylko raz. Nie chcę i nie chciałem ci jej zabrać. Po za tym ona kocha ciebie. Nie mnie. Prawda jest taka, że kocham ją, a ty jesteś moim przyjacielem. Chociaż ja nie zachowałem się jak przyjaciel. Wiem, że źle zrobiłem. To wręcz niewybaczalne, ale postaw się na moim miejscu. Gdybyś miał prawdopodobnie na zawsze stracić ukochaną osobę… chciałbyś móc pocałować ją, chociaż raz. – Powiedział mój przyjaciel. Do oczu znów napłynęły mi łzy. Tak bardzo raniłam Louisa. Czemy musiałam tak bardzo krzywdzić wszystkich, których kocham?!
- Louis, źle zrobiłeś i powinienem ci wpieprzyć i nigdy więcej się do ciebie nie odzywać, ale teraz rozumiem, czemu to zrobiłeś. To nie znaczy, że ci całkowicie wybaczyłem, ale rozumiem cię. Nie wyobrażam sobie, co bym zrobił gdyby Lily była z tobą. Więc postaram się o tym zapomnieć, ale jeśli zrobisz to jeszcze raz to ci tak wpierdolę, że się nie pozbierasz. – Powiedział Harry.
- Rozumiem. Przepraszam jeszcze raz. – Powiedział Louis.
- Dobra, niech ci będzie. Ale jeżeli jeszcze raz choćby spróbujesz ją tknąć to obiecuję ci, że tak ci wpierdolę, że nigdy więcej nawet nie pomyślisz, o tym, żeby dotknąć Lily! A teraz chodź odwieziemy cię do domu.
- Nie trzeba, przejdę się.
- Tak, a po drodze rzucisz się pod samochód? Nie, nie, wolę się upewnić, że znowu sobie czegoś nie zrobisz. Głównie ze względu na to, co się działo z, Lily, kiedy cię znalazła. – Powiedział mój ukochany, podczas gdy wszyscy szliśmy do samochodu.
- To ty mnie znalazłaś? – Zapytał Louis. Był lekko zszokowany.
- T…tak. – Odpowiedziałam. Kiedy tylko o tym pomyślałam, znów miałam przed oczami Louisa leżącego na podłodze w łazience. Do oczu znów napłynęły mi łzy.
- Nie płacz. Proszę. – Powiedział Louis i przytulił mnie.
- Łapy przy sobie! – Krzyknął na niego Harry.
- Dobrze, dobrze. Przepraszam cię Lily. Za wszystko. Za to, że musiałaś patrzeć na mnie… nieprzytomnego w łazience, za to, że chciałem się zabić, chociaż jedynym powodem było to, że nie mogłem sobie wyobrazić życia w świadomości, że wiesz, co do ciebie czuję, ale nie jesteś w stanie tego odwzajemnić. I przepraszam cię, za… ten pocałunek. Bardzo przepraszam.
- Louis, nie jestem na ciebie zła. Mów, co chcesz, ale to była też moja wina. Mogłam cię odepchnąć, ale tego nie zrobiłam. Mało tego, jeszcze mi się podobało. – Powiedziałam a po policzkach znów popłynęły mi łzy.
- Lily, kochanie, czy cały czas będziesz teraz opowiadać jak to ci się podobało jak się całowałaś z Louisem? – Zapytał zniecierpliwiony Harry i zaśmiał się.
- Zamknijmy po prostu już ten temat. – Powiedziałam. Louis i Harry się ze mną zgodzili. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Nadal źle się czułam z tym, co zrobiłam, ale bardzo starałam się o tym nie myśleć.
                                                                                 ***
Kiedy już odwieźliśmy Louisa i weszliśmy do domu Harrego poszliśmy do salonu. Usiedliśmy na kanapie. Mocno przytulałam się do Harrego. Nie zasługiwałam na niego. Nienawidziłam samej siebie za to, co zrobiłam.
- Kochanie… - Zaczął Harry.
- Hmm?
- Dosyć długo się całowaliście… ty i Louis… - Przypomniał mi.
- Harry… przepraszam. – Powiedziałam. Miałam dosyć samej siebie.
- Nie chodzi mi o to. Wiesz… tyle to trwało… ten wasz pocałunek i jak twierdzisz to było… przyjemne i podobało ci się… - Mówił dalej.
- Przejdź do rzeczy Harry… proszę, nie chcę o tym myśleć.
- Ja też umiałbym cię tak pocałować. Nawet lepiej. – Powiedział Harry i uśmiechnął się do mnie.
- Brzmi ciekawie. – Odpowiedziałam.
- Wstań. – Powiedział.
- Po co? – Zapytałam wstając. Harry podniósł się zaraz po mnie i przesunął mnie pod ścianę. Teraz już wiedziałam, o co mu chodzi. Uśmiechnął się do mnie i przywarł swoimi ustami do moich. Zaczął mnie całować. Przycisnął mnie trochę mocniej do ściany. Jego ciało było tak blisko mojego, że bliżej być nie mogło. Następnie, nie przestając mnie całować oplótł swoje ręce wokół mojej talii, a ja swoje wokół jego szyi. Całował mnie tak namiętnie. Jak nigdy przedtem. To było niesamowite. Było też bardzo przyjemne. O wiele przyjemniejsze niż wtedy z Louisem. Harrego kochałam bardziej. Z nim było inaczej. Całował mnie i całował. To było tak niesamowicie przyjemne. Czemu nigdy wcześniej tego nie robił w taki sposób?! Chciałam, aby ta chwila trwała wiecznie. Z każdą kolejną sekundą całowaliśmy się coraz namiętniej. To było wspaniałe. Nie mogłam się tym nacieszyć. Nie wystarczał mi ten pocałunek. Chciałam więcej. Wtedy zrozumiałam. Harry to ten jedyny. Chcę jego i tylko jego. Jestem gotowa. Kiedy coraz bardziej zaczynało brakować mi tlenu Harry oderwał swoje usta od moich. Chciałam więcej. Potrzebowałam więcej.
- I jak? – Zapytał Harry.
- Cudownie. To było o wiele przyjemniejsze niż z Louisem. Zwłaszcza, ze to ty jesteś miłością mojego życia, mimo wszystko. Harry, kocham cię! Czemu wcześniej mnie tak nie całowałeś?
- Trzymałem to na wyjątkową okazję.
- Harry, kocham cię. Jestem gotowa. Kochaj się ze mną. 
_______________________________________________________________________________

Mam nadzieję, że ten rozdział się spodobał i będziecie czekać na następny :) Zapraszam do komentowania, to bardzo motywuje. Jeżeli przeczytałeś, skomentuj. Wtedy wiem, że ktoś to czyta, że mu się podoba, i że jest sens dalej pisać bo są czytelnicy. Tak więc zapraszam do komentowania i czekajcie na następny rozdział, powinien pojawić się już niebawem ;) 

poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 17


Na podłodze leżał Louis.  Był nieprzytomny, ale miałam nadzieję, że żyje. Obok niego leżało opakowanie po jakichś tabletkach. Nie mogłam się ruszyć. Płakałam. Coś we mnie pękło. Nie mogłam ani nie chciałam w to uwierzyć. Padłam na kolana obok niego. Zaczęłam go wołać, poruszać nim, próbować go obudzić, ale to nie działało. Był nie przytomny. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam po karetkę. Byli już w drodze. Miałam nadzieję, ze dobrze zrozumieli, co mówiłam, bo głos strasznie mi się trząsł. Cały czas płakałam. Przytuliłam się do mojego leżącego na podłodze przyjaciela i czekałam na pogotowie. Płakałam. Nic więcej nie mogłam już zrobić. Byłam załamana. To wszystko było z mojej winy. Nie potrafiłam odwzajemnić jego uczuć i o to, do czego doprowadziłam. Martwiłam się stanem Louisa. Po chwili do domu wbiegł Harry. Znalazł nas. Był przerażony. Nie wiedział, co się stało. Nie chciałam go widzieć, ale nie miałam siły się z nim teraz kłócić.
- Co… co mu jest? – Zapytał. Martwił się o niego tak samo jak ja.
- W… wziął j… jakieś tabletki. – Wydukałam. Nie wiedziałam, co robić.
- Dzwoniłaś na pogotowie?
- Tak. – Miał mnie za idiotkę?! Nie chciałam z nim rozmawiać, odpowiadałam tylko na pytania dotyczące stanu Louisa. Harry podszedł do mnie, chwycił mnie za rękę i podciągnął do góry. Przytulił mnie do siebie. Nie protestowałam. Wtuliłam twarz w jego pierś i dalej płakałam. Uspokajał mnie. Był przy mnie. Nadal go kochałam. Potrzebowałam go… zwłaszcza teraz. Staliśmy tak przytuleni w milczeniu czekając na karetkę. Harry cały czas mnie uspokajał. Kiedy w końcu przyjechała pomoc, powiedzieliśmy, co wiemy i zabrali go. Pojechaliśmy za nimi do szpitala. Na miejscu musieliśmy czekać aż powiedzą nam. co z nim. Co prawda nie byliśmy z rodziny, ale Harry miał znajomego w szpitalu, który poinformował nas, co i jak. Co prawda wiedzieliśmy już, że to była próba samobójcza, ale nie wiedzieliśmy, co z nim. Lekarz powiedział, że uratowałam mojemu przyjacielowi życie, gdybym tam nie poszła, pewnie już by nie żył. Ja nie uważałam się za bohaterkę. To przeze mnie chciał sobie to życie odebrać. Oczyszczono jego żołądek. Wyjdzie z tego bez szwanku. Całe szczęście. Dzisiaj nie mogliśmy się już z nim zobaczyć, więc musieliśmy wracać. Mieliśmy go odwiedzić następnego dnia. Harry zawiózł mnie do siebie. Mówiłam mu, że nie chcę, ale mnie nie słuchał. Miałam go dość. Nie chciałam go widzieć. Nie po tym, co zrobił. Niestety nie miałam innego wyjścia. Kiedy byliśmy już w domu, Harry oddał mi moje buty, te, którymi w niego rzucałam. Odłożyłam je i poszłam do salonu. Ignorowałam mojego chłopaka, ale się do mnie odezwał.
- Lily przepraszam cię… - Zaczął. Nie miałam ochoty mu wybaczać. Miałam go dość.
- Daj mi spokój!
- Posłuchaj… przepraszam, że się tak zachowałem, ale kiedy zobaczyłem jak przytula cię jakiś obcy facet byłem wściekły. Kocham cię. Bardzo cię kocham. Jak nikogo innego na świecie. Jesteś moim skarbem i boję się, że ktoś mi cię zabierze. Nikomu nigdy na to nie pozwolę. Taki skarb jak ty trzeba chronić. Kocham cię nad życie. Zrobię dla ciebie wszystko, ale proszę wybacz mi. – Uklęknął. – Obiecuję, że nigdy więcej czegoś takiego nie zrobię. Nigdy. – Chciałam mu wybaczyć. Teraz wszystko zrozumiałam. Kochał mnie, a ja kochałam jego. Ale martwił mnie ten jego wybuch złości.
- Bałam się ciebie. Nie wiem czy nadal się nie boję. – Powiedziałam i pokazałam mu moje nadgarstki. Już były sine.
- Ja ci to zrobiłem? – Zapytał z niedowierzaniem. Pokiwałam potakująco głową. – Przepraszam. Nie chciałem. Kocham cię i bardzo cię przepraszam. Nigdy więcej tego nie zrobię, ale proszę wybacz mi.
- Dobrze. – Powiedziałam. On wstał z podłogi. Myślałam, że mnie przytuli, ale tego nie zrobił. Zamiast tego pocałował mnie. – Obiecuję, że już zawsze będziesz przy mnie bezpieczna. Nie musisz się bać. – Powiedział i znów mnie pocałował. Później przytulaliśmy się przez chwilę. Następnie usiedliśmy na kanapie i znów ogarnął mnie smutek. Moimi myślami znów zawładnął Louis. Zaczęłam płakać. Ponownie. A Harry znów musiał mnie pocieszać. Miałam dość dzisiejszego dnia. Wtuliłam się w Harrego i zasnęłam.
                                                                            ***
Rano po śniadaniu pojechaliśmy z Harrym do szpitala. Po drodze cały czas miałam przed oczami widok Louisa leżącego na podłodze w łazience. To wszystko było przeze mnie. Starałam się o tym nie myśleć i wtedy popatrzyłam na mojego ukochanego, prowadzącego samochód. Zerknął na mnie i się uśmiechnął. Też się do niego uśmiechnęłam, a następnie spojrzałam na swoje nadgarstki. Lekko dotknęłam palcami siniaków na lewej ręce. Bolały. Teraz przed oczami miałam widok wściekłego, krzyczącego na mnie Harrego. Przypomniałam sobie jak bardzo się go wtedy bałam. Po policzkach spłynęły mi łzy. Kochałam go i zawsze będę. Nawet pomimo tego, co zrobił. Wybaczyłam mu, ale kiedy myślałam o tym, co się wczoraj stało. O tym jak krzyczał. O tym jak mocno trzymał moje nadgarstki… i o tym jak się bałam, nie potrafiłam nie płakać. To było straszne. Obiecał mi, że to się już więcej nie powtórzy i wierzyłam mu. Z zamyślenia wyrwał mnie głos mojego chłopaka.
- Jesteśmy na miejscu kochanie. – Powiedział i wysiadł z samochodu. Po chwili otworzył mi drzwi. Wysiadłam z samochodu i oboje poszliśmy do szpitala. Kiedy znaleźliśmy Louisa był w całkiem niezłym stanie. Fizycznym. Na pewno nie psychicznym. Przywitaliśmy się z nim. Uśmiechnął się, ale widziałam ból w jego oczach. Patrzył na splecione ze sobą dłonie, moje i Harrego. Wyrwałam mu swoją rękę, żeby Louis nie musiał na to patrzeć. Siedział na łóżku, ale po chwili wstał.
- Dzisiaj wychodzę. – Powiedział i uśmiechnął się.
- Louis… dlaczego to zrobiłeś? – Zapytałam. W moich oczach znów pojawiły się łzy. Starałam się powstrzymać od płaczu, ale to było o wiele silniejsze ode mnie. Łzy popłynęły mi po policzkach. Louis spojrzał na mnie. Był smutny.
- Lily… nie płacz. Proszę cię. – Powiedział.
- Jak mogłeś? Chciałeś się zabić?! – Nie chciałam na niego krzyczeć, ale emocje miały nade mną zbyt dużą kontrolę. Nie odpowiadał.
- Harry, czy mógłbyś zostawić nas na chwilę samych? – Zapytał Louis. Harry spojrzał na mnie.
- Idź. Dam sobie przecież radę. – Powiedziałam. Harry powoli odszedł. Louis podszedł do mnie, chwycił mnie za rękę i pociągnął mnie za sobą. Oboje usiedliśmy na łóżku. Mój przyjaciel nadal trzymał mnie za rękę.
- Dlaczego to zrobiłeś? – Zapytałam ponownie. Spojrzał na mnie. W jego oczach znów widziałam ból. Jak mogłam go tak ranić?! Ale co mogłam zrobić?
- Nie chciałem dłużej żyć. Dowiedziałaś się, co do ciebie czuję. Nie kochasz mnie. Nie chcesz ze mną być. A ja kocham cię odkąd tylko cię poznałem, ale bałem się… bałem się powiedzieć ci, co czuję. A kiedy zobaczyłem ciebie i Harrego razem coś we mnie pękło. Wiedziałem, że nie ma szans żebyś była ze mną. Byłaś i jesteś dla mnie wszystkim Lily. Nie potrafię nic na to poradzić. Kocham cię i nie mogę znieść waszego widoku razem. Tego jak się całujecie, przytulacie. A jak tylko pomyślę, że mogłabyś z nim pójść do łóżka. Serce mi pęka. Wiem…, że twój pierwszy raz był z nim i to mnie boli najbardziej. To ja chciałem być ty pierwszym. To ja chciałem móc cię całować każdego dnia, przytulać i mówiąc, że cię kocham słyszeć „Ja ciebie też”. Ale to nie możliwe. Nie chciałem z tym żyć. – Nie mogłam się powstrzymać od płaczu. Nie mogłam nic zrobić. Wtedy zrozumiałam, że nadal go kocham. W jednej kwestii się mylił. Nadal nie zrobiliśmy tego z Harrym. Wstydziłam się tego, ale pomyślałam jakby to było z Louisem. Gdybym z nim… straciła dziewictwo. Jak mogłam o tym w ogóle myśleć?!
- Louis… posłuchaj. Ja ciebie też kocham. Nie bardziej niż Harrego i żałuję tego, ale kocham. Teraz to rozumiem. I bardzo, żałuję, że nie mogę nic z tym zrobić. Że nie mogę być z tobą. Ale Harry jest dla mnie niczym powietrze. Jest dla mnie tym, czym ja dla ciebie. I może nie powinnam ci tego mówić. Może to bez sensu…, ale nie robiliśmy tego jeszcze… Louis ja nadal jestem dziewicą, ale to nic nie zmienia. Jak mogłeś chcieć się zabić?! Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Kocham cię Louis. To fakt, że Harrego kocham bardziej, ale nie umiem nic z tym zrobić. A po za tym ty też nie jesteś mi obojętny. – Powiedziałam. Uśmiechnął się lekko.
- Lily. Przepraszam. – Powiedział cicho.
- Wybaczę ci, ale pod warunkiem, że nigdy więcej tego nie zrobisz.
- Dobrze. Ale zrozum… ja nie mogę znieść myśli, że on cię dotyka. To jest okropne.
- Rozumiem, ale on mnie nie dotyka. To znaczy… nie tak jak ty myślisz. Louis proszę przestań.
- Wybaczyłabyś mi… gdybym… - Zaczął, ale nie skończył.
- Gdybyś, co? – Zapytałam.
- Nie ważne. To byłoby nie porządku wobec Harrego. Mimo wszystko to mój przyjaciel. – Powiedział Louis i wstał ze szpitalnego łóżka. Wstałam zaraz po nim.
- Lily… przepraszam. – Powiedział. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Przecież już mu wybaczyłam. O co mu chodziło? Po chwili już wiedziałam, o co chodzi. Przyparł mnie do ściany i zaczął całować. Niemal tak namiętnie jak Harry. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Ja też zaczęłam go całować. Co ja do cholery robiłam?! Chciałam przestać, ale nie mogłam. Całowaliśmy się coraz dłużej i coraz namiętniej. To było przyjemne. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje! Co ja robiłam. Z jednej strony nie chciałam tego, ale z drugiej chciałam i to bardzo. Czułam się jak z Harrym. To było nieprawdopodobne. Z drugiej strony wiedziałam, że to z Louisem się całuję, ale nie przeszkadzało mi to. Przycisnął się jeszcze bardziej do mnie. Ręce miał oplecione wokół mojej talii a ja wokół jego szyi. Nie mogłam przestać. Dlaczego do cholery sprawiało mi to przyjemność?! I to aż taką. Chciałam przestać jak najszybciej, ale nie mogłam. Zaczynało mi już powoli brakować tlenu, ale nie chciałam przestawać. Czemu?! Co ze mną nie tak?! W końcu to Louis pierwszy oderwał swoje usta od moich. Byłam w szoku. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Louis się uśmiechał.
- Niesamowite! To było niesamowite! Warto było. – Powiedział. Ciężko było mi się z nim nie zgodzić, ale czemu mi to nie przeszkadzało?! Co dziwne miałam ochotę pocałować go jeszcze raz! Co się ze mną działo?! Kiedy Louis trochę się odsunął zobaczyłam stojącego przede mną, Harrego. Zaciskał zęby. Był wściekły. 

sobota, 28 marca 2015

Rozdział 16

Rano obudziły mnie odgłosy dochodzące z kuchni. Harry robił śniadanie. Wstałam i poszłam do łazienki. Musiałam się umyć i ubrać. Połowę nocy nie spałam. Cały czas myślałam o wczorajszym dniu. Zastanawiałam się, co by się stało gdybym wcześniej powiedziała Louisowi, co do niego czuję. Zanim poznałam Harrego i zanim cała moja miłość skupiła się na nim. Gdyby to wszystko potoczyło się inaczej możliwe, że byłabym teraz z Louisem. Może bylibyśmy razem szczęśliwi. Może…, ale tak się nie stało. Jestem z Harrym, kocham go i jestem z nim szczęśliwa. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Harrego.
- Lily chodź na śniadanie. – Powiedział. On też był zmęczony. W nocy musiał mnie uspokajać. Za każdym razem, gdy pomyślałam o naszym przyjacielu płakałam. Dla Harrego też musi być to ciężkie. Kiedy skończyłam się ubierać poszłam do kuchni. Harry czekał na mnie. Usiedliśmy i zaczęliśmy jeść.
- Kochanie… Nie będzie mnie dzisiaj mniej więcej do 20. – Powiedział patrząc na mnie. Widziałam, że ma wyrzuty sumienia, że musi mnie zostawić akurat teraz, kiedy go potrzebuję.
- Dobrze, a dlaczego? – Powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Chciałam, żeby wiedział, że nie mam mu tego za złe.
- Mam coś do załatwienia… - Powiedział.
- Co dokładnie? – Zapytałam.
- Muszę pomóc Zaynowi. Wpakował się w jakieś bagno i teraz ja muszę go z tego wyciągnąć. – Odpowiedział. Miał nadzieję, że nie zapytam go, o co chodzi, ale musiałam go rozczarować.
- W jakie bagno?
- Naraził się pewnym ludziom…
- I co ty masz z tym zrobić? Harry, chyba nie będziesz się z nimi bił?! – Przestraszyłam się.
- Nie. Będziemy próbowali się z nimi jakoś dogadać, ale jeżeli się nie uda będzie trzeba inaczej to załatwić.
- Żartujesz sobie?! – Byłam na niego zła.
- Spokojnie. Nic mi nie zrobią. Nie bój się.
- Dobrze. Może oni tobie nie, ale ty im owszem. Przecież dobrze wiesz, że możesz ich zabić. Nie masz pojęcia, kiedy przestać.
- To jest inna sytuacja. Wtedy, kiedy prawie zabiłem tego bydlaka byłem wściekły. Teraz to zupełnie, co innego. – Powiedział.
- Dobrze, ale bądź ostrożny. – Poprosiłam go. Nie miałam siły się z nim o to kłócić.

                                                                                          ***
Była 15:00. Harrego już nie było. Byłam sama w jego domu. Pozostawiona na pastwę swoich myśli. Siedziałam na kanapie i zastanawiałam się nad całą tą sytuacją, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił mój brat. Jared. Odebrałam.
- Hej siostrzyczko!
- Hej.
- Co ty na to, żebym cię dzisiaj odwiedził?
- Jasne. – Odpowiedziałam. Cieszyłam się. Nie będę musiała siedzieć sama. Przynajmniej nie będę myślała o Louisie.
- O 16 w domu? – Zapytał. Zawsze spotykaliśmy się u mnie i mamy. Nie jeździliśmy do żadnych restauracji ani nic w tym stylu. Woleliśmy luźną atmosferę.
- Okay. Do zobaczenia. – Odpowiedziałam. Odłożyłam telefon i poszłam po swoją torebkę. Zabrałam wszystkie potrzebne rzeczy i poszłam do domu. W prawdzie Harry mówił mi, żebym nie wychodziła nigdzie sama, ze względu na to, że poluje na mnie psychopata, ale jakoś musiałam się dostać do domu. Po za tym i tak było mi już wszystko jedno. Droga minęła mi szybko. Nim się obejrzałam byłam już pod domem. Cała i zdrowa. Weszłam do środka i włączyłam czajnik, żeby zagotować wodę. Po jakimś czasie usłyszałam pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć. Stał przed nimi mój wysoki, lekko umięśniony brat o ciemnych włosach i brązowych oczach. Uśmiechał się do mnie. Był ubrany w czarne jeansy, niebieską koszulkę i czarną bluzę. Wpuściłam go do środka. Przywitałam się z nim, na stole w kuchni postawiłam kawę i usiedliśmy.
- Mamy nie ma? – Zapytał.
- Nie, musiała wyjechać na kilka dni, ale za niedługo wraca. – Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- I ty tutaj tak sama siedzisz? Nie nudzisz się?
- Nie, u chłopaka. – Odpowiedziałam.
- Masz chłopaka? – Zdziwił się. Wcześniej mu o nim nie opowiadałam, więc nic nie wiedział. Mama jak widać też mu nic nie wspomniała.
- Tak. Ma na imię Harry. Za niedługo go poznasz. Obiecuję.
- Dobrze. Długo jesteście razem? -  Zapytał.
- Mniej więcej pół roku.
- I nic nie mówiłaś? – Był w szoku.
- No jakoś tak wyszło… - Powiedziałam. Faktycznie mogłam go o tym wcześniej poinformować.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy o Harrym a później już o mamie, o tym, co słychać u Jareda i innych sprawach. Była 18. Za niedługo musiał już niestety jechać. Nagle usłyszałam pytanie, którego wolałam nie słyszeć.
- A co u Louisa?
- Eee… - Nie wiedziałam, co powiedzieć.
- Zawsze myślałem, że jak już znajdziesz chłopaka, będzie nim Louis. – Nawet nie wiedział jak zabolały mnie te słowa, ale starałam się to ukryć. Na całe szczęście udało mi się.
- U niego wszystko dobrze… A po za tym to tylko mój przyjaciel.
- No tak… Dobrze, muszę się zbierać. Czas wracać. – Powiedział. Ruszyliśmy w kierunku drzwi. Odprowadziłam go do samochodu. Brat przytulił mnie na powitanie. Kiedy już wypuścił mnie z ramion zobaczyłam Harrego. Stał przed nami. Wyglądał na wściekłego. Zaciskał zęby. Ruszył w kierunku swojego samochodu.
- Harry! – Krzyknęłam. Nie rozumiałam, czemu odchodzi i czemu jest zły, a wręcz wściekły. Udawał, że mnie nie słyszy. Wsiadł do samochodu i mocno trzasnął drzwiami. Następnie odjechał z piskiem opon. Nie rozumiałam, co się stało. Zastanawiało mnie też, dlaczego wcześniej wrócił.
- To był twój chłopak? – Zapytał Jared.
- Tak, ale nie rozumiem, co mu się stało.
- Może widział jak się przytulamy i źle to zrozumiał. – Odpowiedział. No pięknie! Kolejny problem.
- No cóż, jakoś mu to wyjaśnię. Do zobaczenia. – Powiedziałam.
- Pa. – Odpowiedział mój brat i uśmiechnął się. Wsiadł do samochodu i odjechał. Ja weszłam do domu, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam. Zamknęłam drzwi i ruszyłam biegiem w kierunku domu Harrego. Biegłam dosyć długo. Byłam już bardzo zmęczona, ale wreszcie dotarłam na miejsce. Weszłam do środka. Nie zakluczył drzwi. Siedział w salonie.
- Harry… co się stało?
- Co się stało?! Ty się pytasz, co się stało?! – Jeszcze nigdy na mnie nie krzyczał. Był wściekły.
- Kim on był?! Zgrywasz się?! To jakaś głupia gra? Udajesz taką niewinną?! – Zaczynałam się go bać. Wstał z kanapy.
- Harry, ty nic nie rozumiesz.
- Ależ rozumiem! Bawiłaś się mną! Pojechałem a ty już sobie znalazłaś zastępstwo?! Po co ci to wszystko było?! Te bajeczki?! Dziewica tak?! – Krzyczał na mnie. Chwycił moje nadgarstki i przycisnął mnie do ściany.
- Harry… - Mówiłam cicho, ale mnie nie słuchał. Bałam się. Do oczu napłynęły mi łzy.
- Zachowałaś się jak suka! Wiesz o tym?! – Krzyknął i mocniej ścisnął moje nadgarstki. Bardzo mnie to bolało. Wiedziałam, że zostaną mi po tym siniaki. Zaczęłam płakać.
- Ha… Harry… to był… m…mój… -Nie dał mi dokończyć.
- Twój, kto?! Nie nabierzesz mnie na te łzy! – Krzyczał na mnie. Był wściekły. Bałam się go. Po raz pierwszy w życiu bałam się go. Zawsze czułam się przy nim bezpiecznie, ale nie tym razem. Puścił moje nadgarstki. Były całe zaczerwienione. Odsunął się ode mnie. To była jedyna okazja do ucieczki.
- To był mój brat! – Krzyknęłam i wybiegłam z salonu. Biegłam w kierunku drzwi. Kiedy już je znalazłam, otworzyłam je i uciekłam. W drzwiach stanął Harry. Krzyczał coś. Przepraszał mnie, ale nie chciałam go słuchać. Zaczął biec za mną. Zatrzymałam się na chwilę i zdjęłam buty. Trzymałam je w rękach i po chwili biegłam dalej. Doganiał mnie. Nie miałam szans.
- Przepraszam cię! Nie wiedziałem! Poczekaj! Porozmawiajmy! – Krzyczał za mną. Miałam go dość. Nie byłam w stanie z nim rozmawiać, to było już za wiele. Miałam wszystkiego dość.
- Zostaw mnie w spokoju! – Krzyknęłam i rzuciłam w niego jednym z butów. Biegłam dalej. Nie słuchałam go już. Nie dawał za wygraną i dalej mnie gonił. Rzuciłam w niego drugim butem z całej siły i trafiłam w jego klatkę piersiową. Zatrzymał się na chwilę a ja biegłam dalej, najszybciej jak mogłam. Byłam już na mojej ulicy. Nie wiedziałam, co robić, ani gdzie się podziać. Jedyną osobą, która mogła mi w tym momencie pomóc wydawał się Louis. Pobiegłam do niego. Stałam pod jego drzwiami i dyszałam. Byłam zmęczona. Udało mi się w jakiś sposób zgubić Harrego, ale wiedziałam, że nie na długo. Pukałam do drzwi, ale nikt nie otwierał. To dziwne. Samochód Louisa stał pod domem. Nacisnęłam na klamkę. Drzwi nie były zakluczone. Weszłam do środka i wołałam go, ale nie odpowiadał. Ruszyłam wzdłuż korytarza zaglądając do wszystkich pokoi. Weszłam do łazienki. To, co zobaczyłam załamało mnie. Dobiło mnie do reszty. Zaczęłam płakać. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. 
_______________________________________________________________________________

Zapraszam do komentowania. Każdy komentarz jest dla mnie na prawdę ogromną motywacją do dalszego pisania. Jeżeli ci się spodobało, jeżeli czytasz moje rozdziały, skomentuj. To na prawdę miłe kiedy pod rozdziałem, który sama napiszę jest pozytywny komentarz. Wtedy wiem, że komuś podoba się to co piszę i chcę pisać dalej. Mam wtedy po co pisać. Bo ktoś to czyta :) Więc zapraszam do komentowania i już niebawem następny rozdział. 

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 15



                                                                          
Kiedy rano się obudziłam znów nie było obok mnie Harrego. Poszłam do kuchni, ale tam też go nie było. Śniadanie było już gotowe, ale nie było mojego ukochanego. Zauważyłam, że na lodówce wisi jakaś karteczka. Podeszłam i przeczytałam ją. Z tego, co Harry na niej napisał wynikało, że musiał coś załatwić i wróci niebawem, a śniadanie muszę zjeść sama. Usiadłam, więc i zaczęłam jeść. Kiedy skończyłam posprzątałam i poszłam się umyć, a następnie ubrać. Poszłam do salonu. Chciałam obejrzeć coś w telewizji czekając na Harrego. Usiadłam przed telewizorem i nawet nie zdążyłam go włączyć, kiedy usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi. Wyszłam z pokoju i zobaczyłam Harrego. Uśmiechnął się do mnie.
- Dzień dobry kochanie. Mam dla ciebie niespodziankę. – Powiedział całując mnie w policzek.
- Jaką? – Zapytałam z zaciekawieniem.
- Byłem w pracy, porozmawiałem z szefem i wziąłem wolne. Na tydzień. Specjalnie dla ciebie. Będziemy mogli spędzać każdą chwilę razem. – Powiedział wesoło. Nie przemyślał jednak, że ja muszę chodzić do pracy.
- To cudownie, ale ja… - Zaczęłam mówić, ale mi przerwał.
- Ty też masz wolne. Byłem w księgarni i wszystko załatwiłem. – Powiedział uśmiechając się. Przytuliłam go. Bardzo się cieszyłam, że będziemy mieli więcej czasu dla siebie. Nie wiedziałam dokładnie, kiedy wróci mama, ale powinna być za kilka dni. Musiałam, jeszcze dzisiaj podjechać do domu i sprawdzić jak się ma kot. Ustaliliśmy z Harrym, że pojedziemy tam teraz. Kiedy już wyjechaliśmy dostałam wiadomość od mamy. Napisała, że wróci za 5 dni. Później miała do mnie zadzwonić. Kiedy z Harrym byliśmy już pod moim domem zobaczyłam Louisa. Stał pod moimi drzwiami. Jakby na mnie czekał. Wyszliśmy z Harrym z samochodu.
- Cześć Louis. – Powiedziałam uśmiechając się do niego.
- Cześć. – Powiedział uśmiechając się. – Harry możemy porozmawiać? – Zapytał.
- Jasne. – Odpowiedział mój chłopak. Oni zostali przed domem a ja weszłam do środka. Poszłam uzupełnić braki w miskach mojego zwierzaka, który odpoczywał w moim pokoju. Posiedziałam z nim chwilę. Nie przejął się zbytnio moją obecnością. Kiedy stałam przy drzwiach i już miałam wychodzić usłyszałam jak Harry kłóci się z Louisem. Stałam przy drzwiach z ręką na klamce i słuchałam.
- Zrozum! Ona nie jest taka jak te twoje poprzednie! Nie pasujecie do siebie. Ona jest delikatna, wrażliwa i miła. Nie jest taka jak one. Nie chce ci wskoczyć od razu do łóżka. Kocha cię, ale możesz ją skrzywdzić. – Powiedział Louis. Byłam w szoku. Nie rozumiałam, o co chodzi.
- Ja też ją kocham! Nie chcę jej skrzywdzić. Myślisz, że chodzi mi tylko o to żeby ją przelecieć?! – Krzyknął Harry.
- Tak jak wszystkie poprzednie? Je też podobno kochałeś, ale jakimś dziwnym trafem wszystkie te związki kończyły się po tym jak przespałeś się ze swoją dziewczyną.  
- To nie ja je kończyłem, tylko one. Chodziło im tylko o jedno.
- A tobie nie? Przestań pieprzyć głupoty! Nie pamiętasz, co było z Sarą?
- To była inna sytuacja.
- Tak, jasne. Posłuchaj mnie, ona do ciebie nie pasuje. Jest zbyt wrażliwa. Skrzywdzisz ją i to bardzo. Ona się zaangażowała w ten związek.
- Ja też! Kocham ją. Ile razy mam ci powtarzać?
- Jeżeli ją skrzywdzisz, pożałujesz tego! – Krzyknął Louis.
- Co ci tak na niej zależy? Czy… ty się w niej zakochałeś? – Zapytał Harry. Kiedy to usłyszałam serce na chwilę mi stanęło a następnie bardzo przyspieszyło. Przecież to było nie możliwe. Louis nie mógł być we mnie zakochany.
- Odpowiedz! – Krzyknął Harry. Byłam pewna, że Louis powie mu, że martwi się o mnie tylko, dlatego, że się przyjaźnimy. Niestety się myliłam.
- To nie ma znaczenia.
- Czemu mi tego wcześniej nie powiedziałeś?
- Bo ty jesteś moim kumplem, a ona jest z tobą szczęśliwa. – Powiedział cicho Louis. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Nie wierzyłam w to. To było niemożliwe. Kiedyś ja się w nim podkochiwałam, ale poznałam Harrego. Ciekawe, co by się stało gdyby mi to powiedział wcześniej. Może teraz byłabym z nim…
- Zamierzasz jej o tym powiedzieć? – Zapytał go Harry.
- Powinna wiedzieć, ale nie chcę jej mącić w głowie. Ona kocha ciebie. Nie mnie. – Powiedział. Miał taki smutny ton głosu. Było mi go szkoda. Chciałam go teraz przytulić i pocieszyć, ale nie mogłam.
- Nie wiem … co mam powiedzieć. – Odpowiedział mu mój chłopak.
- Nic… lepiej ja już pójdę. – Odpowiedział mój przyjaciel. Otworzyłam drzwi i wyszłam z domu udając, że nic nie słyszałam. Uśmiechnęłam się do nich obu. Louis był taki smutny.
- Coś się stało? – Spytałam udając, że o niczym nie wiem. Harry spojrzał na mnie i odezwał się.
- Louis musi ci o czymś powiedzieć. – Powiedział Harry i poszedł do samochodu. Stresowałam się. Nie wiedziałam, co mam zrobić, ani co powiedzieć.
- W sumie to nie chciałem ci o tym mówić… No, ale chyba muszę. Jeżeli Harry uznał, że musisz wiedzieć to pewnie tak jest. Posłuchaj… Lily… Ja nie wiem jak to powiedzieć, wiec powiem prosto z mostu. Kocham cię. – W jego oczach zobaczyłam ból. Cierpiał i to przeze mnie. Ja jego też kochałam, ale tylko, jako przyjaciela.
- Louis… Ja… nie wiem, co mam teraz zrobić. Wiesz, że kocham Harrego. Ciebie też, ale nie w ten sposób… nie chcę ci sprawdzać przykrości ani cię krzywdzić, ale wiesz, że to nie możliwe… - Powiedziałam. Do oczu napłynęły mi łzy. Nie wiedziałam, co zrobić.
- Wiem o tym… - Powiedział mój przyjaciel. Widziałam, że walczy sam ze sobą. W jego oczach nadal był ból. Patrzył na mnie jak na najpiękniejszą osobę na świecie. Był przepełniony bólem i smutkiem. Mnie też to bolało. Po policzkach popłynęły mi łzy. Staliśmy przez chwilę w milczeniu. Żadne z nas nie było w stanie powiedzieć ani słowa. Otarł moje łzy ręką.
- Nie płacz. To nie twoja wina, że mnie nie kochasz. Jesteś szczęśliwa z Harrym, a ja nie będę się wtrącać. – Powiedział. Głos mu się trząsł. Nie widziałam go jeszcze w takim stanie.
- Posłuchaj. Ja ciebie też kocham, ale nie tak jakbyś chciał. – Powiedziałam, a po moich policzkach ciekły strumienie łez.
- Wiem. Jestem tylko twoim przyjacielem, ale to, co do ciebie czuję nic nie zmienia. Zawsze możesz na mnie liczyć. – Powiedział i jemu też łzy napłynęły do oczu. Tak bardzo chciałam móc coś na to poradzić. Móc odwzajemnić jego uczucia, ale nie byłam w stanie. Nie umiałam nic z tym zrobić. Patrząc na niego widziałam jak bardzo go ranię. Przytuliłam go. Staliśmy tak przez chwilę, a następnie on odszedł ode mnie i nie odezwał się już ani słowem. Stałam przed domem i nie mogłam się ruszyć. Spojrzałam na siedzącego w samochodzie Harrego. On także nie był zadowolony z obrotu spraw. Ruszyłam w stronę samochodu cały czas płacząc. Wsiadłam do środka i spojrzałam na Harrego.
- To nie jest twoja wina. – Powiedział.
- Tak, ale okropnie się z tym wszystkim czuję. Jedźmy już. – Powiedziałam. Ruszyliśmy.
- Jesteś pewna, że to mnie kochasz? – Zapytał Harry.
- Tak, jestem pewna. – Powiedziałam cicho. Nic więcej nie byłam w stanie już powiedzieć. Chciałam po prostu móc się wypłakać. Resztę drogi spędziliśmy w milczeniu. Kiedy dotarliśmy na miejsce mój ukochany pomógł mi wysiąść z samochodu, bo sama nie byłam w stanie. Kiedy weszliśmy do domu od razu poszłam do salonu, usiadłam na kanapie, podciągnęłam swoje kolana pod brodę i dalej płakałam. Nie wiedziałam, co robić. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Czułam się fatalnie. Miałam dosyć wszystkiego. Harry wszedł do pokoju i usiadł obok mnie. Przytulił mnie i zaczął pocieszać, ale to nic nie dało.
- Potrzebujesz czegoś? – Zapytał Harry. Cieszyłam się, że jest przy mnie.
- Nic, tylko ciebie. – Powiedziałam i rozszlochałam się. On pocieszał mnie przez godzinę, aż w końcu się trochę uspokoiłam i zabrakło mi łez.
- Posłuchaj Lily… Nie możesz się tym tak zadręczać. – Powiedział Harry. Nie odezwałam się ani słowem. Nie miałam na to siły.
- Co mam zrobić, żebyś przestała o tym myśleć? – Zapytał. Spojrzałam na niego. Do głowy wpadł mi pewien pomysł. Harry prawdopodobnie by się ucieszył, ale czy to był dobrzy pomysł? Nie byłam pewna. Może to pomogłoby mi o tym zapomnieć, ale nie byłam pewna czy tego chcę.
- Może… byśmy… No wiesz… - Powiedziałam. Harry uśmiechnął się.
- Pragnę tego najbardziej na świecie. Ale może innym razem? Nie chcę żebyś zrobiła to ze mną tylko po to, żeby zapomnieć o dzisiejszym zajściu. Musisz być gotowa i pewna, że tego chcesz. Innym razem.
- Masz rację… - Powiedziałam. Byłam bardzo zmęczona dzisiejszym dniem. Poszliśmy, wiec spać. Przez całą noc Harry tulił mnie do siebie i nie wypuszczał z ramion.

piątek, 20 lutego 2015

Rozdział 14



Kiedy rano się obudziłam zauważyłam, że nie ma obok mnie Harrego. Wyszłam z jego pokoju i zaczęłam go szukać. Zazwyczaj to ja budziłam się pierwsza. Nagle usłyszałam jego głos. Dochodził z kuchni. Stanęłam obok wejścia. Rozmawiał przez telefon. Krzyczał na swojego rozmówcę, był wściekły. Nie wchodziłam do środka. Stałam przy wejściu i słuchałam, o czym rozmawiają.
- Nie wkurwiaj mnie! Nawet się do niej nie zbliżaj! – Krzyczał Harry. Zastanawiałam się z kim rozmawia. Był naprawdę wściekły. Wysłuchał swojego rozmówcy i odezwał się ponownie. – Jeżeli tylko spróbujesz ją tknąć to dostaniesz taki wpierdol, że się nie pozbierasz! A jeżeli jej coś zrobisz, obiecuję, że cię zabiję! – Krzyknął. Przestraszyłam się. Postanowiłam wejść do kuchni. Harry od razu na mnie spojrzał. Wyglądał na zszokowanego moim widokiem. Widocznie myślał, że nadal śpię. – Nawet się do niej nie zbliżaj. – Warknął cicho do telefonu i rozłączył się. Spojrzał na mnie. Był trochę zakłopotany. Podejrzewam, że nie chciał żebym słyszała jego rozmowę telefoniczną.
- Dzień dobry kochanie. – Powiedział i uśmiechnął się. Podszedł do mnie.
- Dzień dobry. – Odpowiedziałam również się do niego uśmiechając. Przytulił mnie.
- Zrobiłem śniadanie. – Powiedział wskazując na stół. Wyglądał na zadowolonego z siebie. Podeszliśmy do stołu. Odsunął krzesło i pozwolił mi usiąść a następnie przysunął mnie bliżej stołu. Następnie usiadł obok mnie. Zaczęliśmy jeść. Długo myślałam aż w końcu postanowiłam zadać mu pytanie.
- Z… z kim rozmawiałeś? – Zapytałam cicho i spojrzałam na niego czekając na odpowiedź. Harry spojrzał na mnie. Nie wiedział co ma powiedzieć.
- Ze… znajomym. – Odpowiedział. Spojrzał na mnie. Nie wiem dlaczego myślał, że mu w to uwierzę.
- Harry… powiedz prawdę. Tak byś ze znajomym nie rozmawiał. – Powiedziałam.
- Cóż… nie chciałem ci o tym mówić żeby cię nie denerwować, ale… to był Dylan. – Powiedział oczekując mojej odpowiedzi. Przypomniałam sobie ten wieczór przed klubem. Kiedy Harry bił się z tym chłopakiem.
- Czego chciał? – Zapytałam. Byłam przerażona, ale starałam się tego nie okazywać.
- On… mówił, że… skoro wtedy nie było go z tym jego koleżką i nie udało mu się z moją siostrą… to spróbuje… z tobą. – Powiedział Harry. Widziałam, że był wściekły.
- Jak to ze mną? – Odpowiedziałam. Teraz już nie ukrywałam swojego strachu.
- On… zdobył twój adres i wie gdzie pracujesz. Nie mam pojęcia skąd ma te informacje. Może cię śledził. Jeżeli cię skrzywdzi to osobiście skurwiela zabiję. – Powiedział Harry przez zaciśnięte zęby.
- Spokojnie Harry… coś wymyślimy. – Powiedziałam. Chociaż sama nie wiedziałam co robić. Bałam się.
- Na razie jesteś u mnie i prawdopodobnie będziesz tutaj przez jakiś czas, więc jesteś bezpieczna. Ale mam do ciebie prośbę. Nie wracaj wieczorem z nikąd sama. Dzwoń po mnie. Po pracy będę po ciebie przyjeżdżał. Nie będziesz wychodziła z księgarni. Ja będę wchodził po ciebie. Jeżeli nie będę mógł, bo ciebie przyjechać, wyślę Louisa lub Zayna. – Powiedział spokojnie.
- Dobrze. – Powiedziałam spokojnie. Po chwili Harry zmienił temat. Rozmawialiśmy o tym, co i kiedy będziemy robić podczas mojego pobytu u niego. Nagle zadzwonił mój telefon. To była moja szefowa. Zatrudniła nowego pracownika i grafik się zmienił. Miałam pracować w poniedziałki i wtorki po południu, a w środy rano. Porozmawiałam z nią jeszcze chwilę i wróciłam do Harrego. Po śniadaniu zabrałam się do sprzątania.
- Ja posprzątam. – Powiedział Harry i uśmiechnął się.
- Ty robiłeś śniadanie, więc ja posprzątam. – Powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Tym razem było na odwrót niż za zwyczaj. Kiedy posprzątałam poszłam się umyć i ubrać. Dzisiaj miałam dzień wolny w pracy. Pojechaliśmy z Harrym do mnie. Poszłam nakarmić kota i wyczyścić mu kuwetę. Posiedziałam z nim chwilę i wróciłam do Harrego. Wróciliśmy do niego.
                                                                            ***
Oglądaliśmy przez chwilę telewizję a później ja poszłam do niego do pokoju poczytać książkę. Harry w tym czasie miał sprawdzić coś na komputerze. Po chwili usłyszałam, że ktoś jest ze mną w pokoju. Odwróciłam się a Harry stał za mną. Uśmiechnął się i podszedł do mnie.
- Podejdź do mnie na chwilę. – Powiedział uśmiechając się.
 Odłożyłam książkę na szafkę i wstałam z łóżka. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Raz, drugi, trzeci. Byliśmy w siebie wtuleni, a on wciąż mnie całował. Obściskiwaliśmy się przez chwilę, aż w pewnym momencie Harry pchnął mnie lekko na łóżko. Przycisnął mnie do niego swoim ciałem i kontynuował całowanie mnie. Bawił się też moimi włosami. Przytulaliśmy się do siebie coraz mocniej i całowaliśmy coraz namiętniej. To było niesamowite. W pewnej chwili poczułam, że Harry rozpina moją koszulę. Zdjął ją ze mnie i dalej mnie całował następnie przerwał na chwilę by zdjąć mi koszulkę. Zbliżył się do mnie i znów mnie całował. Wręcz na mnie leżał. Leżałam już w staniku, a on zaczął całować moją szyję idąc coraz niżej. Skończył na zagłębieniu między moimi piersiami i wrócił do moich ust. Zaczął rozpinać moje spodnie. Następnie pocałował mnie kilkakrotnie w szyję. Zdjął mi spodnie. Zdjął też swoją koszulkę. Znów przywarł do mnie i zaczął mnie całować. Leżałam już tylko w bieliźnie. Czułam jego ciepło na sobie. Cały czas mnie całując włożył rękę pode mnie. Przejechał nią wzdłuż moich pleców i chwycił zapięcie od stanika. Powoli zaczął go rozpinać. Dopiero wtedy w pełni uświadomiłam sobie, co się dzieje. Odwróciłam głowę tak, żeby nie mógł mnie dalej całować. Wyglądał na zdezorientowanego. Odepchnęłam go od siebie lekko. Na tyle, żeby móc się spod niego wyślizgnąć. Nie zdążył rozpiąć mojego stanika. Stanęłam naprzeciwko niego. Patrzył na mnie, był zdziwiony. Nie wiedział, o co mi chodzi.
- Coś się stało? Coś nie tak? – Zapytał i zmarszczył czoło.
- Nie, nic… ja tylko…  Ja…- Nie wiedziałam jak mu to powiedzieć. Nie byłam jeszcze na to gotowa.
- Nie chcesz? – Zapytał dokładnie mnie obserwując.
- Nie chodzi o to, że nie chcę… Ja… jeszcze nie jestem gotowa. To wszystko dzieje się tak szybko. Kocham cię Harry. Całym moim sercem, ale jeszcze nie jestem na to gotowa. Chcę żeby ten pierwszy raz był wyjątkowy. Nie musi być po ślubie, ale chcę żeby był z kimś, z kim będę już na zawsze. I tak chcę żebyś to był ty. Żebyś był tym pierwszym i jedynym, ale nie wiem czy ty tego chcesz.
- Ja też cię kocham całym sercem Lily. I chcę być twoim pierwszym i jedynym. Chcę być z tobą na zawsze. Nie mówię tego po to, żeby teraz się z tobą przespać. Naprawdę cię kocham. Jeżeli nie jesteś jeszcze gotowa, rozumiem. Ale mam nadzieję, że wierzysz w szczerość moich słów i w moje uczucia.
- Wierzę Harry. – Powiedziałam podchodząc do niego i łapiąc go za rękę. – Ale poczekajmy jeszcze trochę. Nie dużo. Trochę. Przemyślmy to. – Powiedziałam.
- Dobrze. Chcę twojego szczęścia i kocham cię. Jak poczujesz, że jesteś gotowa, od razu mi powiedz. Ja jestem gotów o każdej porze dnia i nocy. – Powiedział Harry i zaśmiał się.
- Będziesz pierwszą osobą, której o tym powiem. – Ja również się zaśmiałam. – Ale nie bój się, nei musimy czekać do ślubu. – Powiedziałam cicho.
- Chciałabyś kiedyś w przyszłości… wyjść za mnie? – Zapytał Harry zdziwiony.
- T… tak. – Powiedziałam jeszcze ciszej.
- To dobrze. Wtedy będziesz moja i tylko moja. Na zawsze. – Powiedział i zaśmiał się. Przytulił mnie o pocałował w policzek. – Ahh, ciężko mi to mówić patrząc na ciebie, ale ubierz się. – Powiedział wzdychając, a następnie się zaśmiał. Uśmiechnęłam się. Podniosłam z podłogi moją koszulkę i ubrałam ją na siebie. Następnie włożyłam swoją koszulę i poszliśmy z Harrym do salonu. Rozmawialiśmy o naszym związku. Obiecałam mu, że stracę z nim dziewictwo, jeżeli on obieca, że będzie ze mną już na zawsze. Zgodził się. Później jeszcze raz powtórzył, żebym powiedziała mu jak będę gotowa. Wtedy sobie przypomniałam. Mieliśmy ustalić gdzie będę spać.
- Harry… a gdzie mam spać podczas pobytu u ciebie? – Zapytałam uśmiechając się do niego.
- Skoro nie chcesz mi się jeszcze oddać… - Podkreślił słowo „jeszcze” i uśmiechnął się. – To pozwól mi chociaż ze sobą spać. I tak zazwyczaj jak u mnie nocujesz śpimy razem. – Powiedział i uśmiechnął się.
- Dobrze. – Powiedziałam i zaśmiałam się. Zrobił minę jak szczeniak proszący o smakołyk. Pocałowałam go i przytuliłam się do niego. Później rozmawialiśmy już o innych rzeczach. Leżeliśmy na kanapie, przytuleni do siebie i opowiadaliśmy sobie różne historyjki ze swojego życia. A później zaczęliśmy oglądać jakiś film, który Harry bardzo chciał ze mną obejrzeć. Po filmie poszłam się umyć i przygotować do spania. Było już dosyć późno. Po mnie Harry zrobił to samo. Położyliśmy się razem spać. Harry przytulił się mocno do mnie. Wplotłam swoje nogi między jego. Czułam się z nim bardzo bezpiecznie. Dał mi buziaka na dobranoc. Następnie ja wtuliłam się w niego i po chwili zasnęłam.