poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 17


Na podłodze leżał Louis.  Był nieprzytomny, ale miałam nadzieję, że żyje. Obok niego leżało opakowanie po jakichś tabletkach. Nie mogłam się ruszyć. Płakałam. Coś we mnie pękło. Nie mogłam ani nie chciałam w to uwierzyć. Padłam na kolana obok niego. Zaczęłam go wołać, poruszać nim, próbować go obudzić, ale to nie działało. Był nie przytomny. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam po karetkę. Byli już w drodze. Miałam nadzieję, ze dobrze zrozumieli, co mówiłam, bo głos strasznie mi się trząsł. Cały czas płakałam. Przytuliłam się do mojego leżącego na podłodze przyjaciela i czekałam na pogotowie. Płakałam. Nic więcej nie mogłam już zrobić. Byłam załamana. To wszystko było z mojej winy. Nie potrafiłam odwzajemnić jego uczuć i o to, do czego doprowadziłam. Martwiłam się stanem Louisa. Po chwili do domu wbiegł Harry. Znalazł nas. Był przerażony. Nie wiedział, co się stało. Nie chciałam go widzieć, ale nie miałam siły się z nim teraz kłócić.
- Co… co mu jest? – Zapytał. Martwił się o niego tak samo jak ja.
- W… wziął j… jakieś tabletki. – Wydukałam. Nie wiedziałam, co robić.
- Dzwoniłaś na pogotowie?
- Tak. – Miał mnie za idiotkę?! Nie chciałam z nim rozmawiać, odpowiadałam tylko na pytania dotyczące stanu Louisa. Harry podszedł do mnie, chwycił mnie za rękę i podciągnął do góry. Przytulił mnie do siebie. Nie protestowałam. Wtuliłam twarz w jego pierś i dalej płakałam. Uspokajał mnie. Był przy mnie. Nadal go kochałam. Potrzebowałam go… zwłaszcza teraz. Staliśmy tak przytuleni w milczeniu czekając na karetkę. Harry cały czas mnie uspokajał. Kiedy w końcu przyjechała pomoc, powiedzieliśmy, co wiemy i zabrali go. Pojechaliśmy za nimi do szpitala. Na miejscu musieliśmy czekać aż powiedzą nam. co z nim. Co prawda nie byliśmy z rodziny, ale Harry miał znajomego w szpitalu, który poinformował nas, co i jak. Co prawda wiedzieliśmy już, że to była próba samobójcza, ale nie wiedzieliśmy, co z nim. Lekarz powiedział, że uratowałam mojemu przyjacielowi życie, gdybym tam nie poszła, pewnie już by nie żył. Ja nie uważałam się za bohaterkę. To przeze mnie chciał sobie to życie odebrać. Oczyszczono jego żołądek. Wyjdzie z tego bez szwanku. Całe szczęście. Dzisiaj nie mogliśmy się już z nim zobaczyć, więc musieliśmy wracać. Mieliśmy go odwiedzić następnego dnia. Harry zawiózł mnie do siebie. Mówiłam mu, że nie chcę, ale mnie nie słuchał. Miałam go dość. Nie chciałam go widzieć. Nie po tym, co zrobił. Niestety nie miałam innego wyjścia. Kiedy byliśmy już w domu, Harry oddał mi moje buty, te, którymi w niego rzucałam. Odłożyłam je i poszłam do salonu. Ignorowałam mojego chłopaka, ale się do mnie odezwał.
- Lily przepraszam cię… - Zaczął. Nie miałam ochoty mu wybaczać. Miałam go dość.
- Daj mi spokój!
- Posłuchaj… przepraszam, że się tak zachowałem, ale kiedy zobaczyłem jak przytula cię jakiś obcy facet byłem wściekły. Kocham cię. Bardzo cię kocham. Jak nikogo innego na świecie. Jesteś moim skarbem i boję się, że ktoś mi cię zabierze. Nikomu nigdy na to nie pozwolę. Taki skarb jak ty trzeba chronić. Kocham cię nad życie. Zrobię dla ciebie wszystko, ale proszę wybacz mi. – Uklęknął. – Obiecuję, że nigdy więcej czegoś takiego nie zrobię. Nigdy. – Chciałam mu wybaczyć. Teraz wszystko zrozumiałam. Kochał mnie, a ja kochałam jego. Ale martwił mnie ten jego wybuch złości.
- Bałam się ciebie. Nie wiem czy nadal się nie boję. – Powiedziałam i pokazałam mu moje nadgarstki. Już były sine.
- Ja ci to zrobiłem? – Zapytał z niedowierzaniem. Pokiwałam potakująco głową. – Przepraszam. Nie chciałem. Kocham cię i bardzo cię przepraszam. Nigdy więcej tego nie zrobię, ale proszę wybacz mi.
- Dobrze. – Powiedziałam. On wstał z podłogi. Myślałam, że mnie przytuli, ale tego nie zrobił. Zamiast tego pocałował mnie. – Obiecuję, że już zawsze będziesz przy mnie bezpieczna. Nie musisz się bać. – Powiedział i znów mnie pocałował. Później przytulaliśmy się przez chwilę. Następnie usiedliśmy na kanapie i znów ogarnął mnie smutek. Moimi myślami znów zawładnął Louis. Zaczęłam płakać. Ponownie. A Harry znów musiał mnie pocieszać. Miałam dość dzisiejszego dnia. Wtuliłam się w Harrego i zasnęłam.
                                                                            ***
Rano po śniadaniu pojechaliśmy z Harrym do szpitala. Po drodze cały czas miałam przed oczami widok Louisa leżącego na podłodze w łazience. To wszystko było przeze mnie. Starałam się o tym nie myśleć i wtedy popatrzyłam na mojego ukochanego, prowadzącego samochód. Zerknął na mnie i się uśmiechnął. Też się do niego uśmiechnęłam, a następnie spojrzałam na swoje nadgarstki. Lekko dotknęłam palcami siniaków na lewej ręce. Bolały. Teraz przed oczami miałam widok wściekłego, krzyczącego na mnie Harrego. Przypomniałam sobie jak bardzo się go wtedy bałam. Po policzkach spłynęły mi łzy. Kochałam go i zawsze będę. Nawet pomimo tego, co zrobił. Wybaczyłam mu, ale kiedy myślałam o tym, co się wczoraj stało. O tym jak krzyczał. O tym jak mocno trzymał moje nadgarstki… i o tym jak się bałam, nie potrafiłam nie płakać. To było straszne. Obiecał mi, że to się już więcej nie powtórzy i wierzyłam mu. Z zamyślenia wyrwał mnie głos mojego chłopaka.
- Jesteśmy na miejscu kochanie. – Powiedział i wysiadł z samochodu. Po chwili otworzył mi drzwi. Wysiadłam z samochodu i oboje poszliśmy do szpitala. Kiedy znaleźliśmy Louisa był w całkiem niezłym stanie. Fizycznym. Na pewno nie psychicznym. Przywitaliśmy się z nim. Uśmiechnął się, ale widziałam ból w jego oczach. Patrzył na splecione ze sobą dłonie, moje i Harrego. Wyrwałam mu swoją rękę, żeby Louis nie musiał na to patrzeć. Siedział na łóżku, ale po chwili wstał.
- Dzisiaj wychodzę. – Powiedział i uśmiechnął się.
- Louis… dlaczego to zrobiłeś? – Zapytałam. W moich oczach znów pojawiły się łzy. Starałam się powstrzymać od płaczu, ale to było o wiele silniejsze ode mnie. Łzy popłynęły mi po policzkach. Louis spojrzał na mnie. Był smutny.
- Lily… nie płacz. Proszę cię. – Powiedział.
- Jak mogłeś? Chciałeś się zabić?! – Nie chciałam na niego krzyczeć, ale emocje miały nade mną zbyt dużą kontrolę. Nie odpowiadał.
- Harry, czy mógłbyś zostawić nas na chwilę samych? – Zapytał Louis. Harry spojrzał na mnie.
- Idź. Dam sobie przecież radę. – Powiedziałam. Harry powoli odszedł. Louis podszedł do mnie, chwycił mnie za rękę i pociągnął mnie za sobą. Oboje usiedliśmy na łóżku. Mój przyjaciel nadal trzymał mnie za rękę.
- Dlaczego to zrobiłeś? – Zapytałam ponownie. Spojrzał na mnie. W jego oczach znów widziałam ból. Jak mogłam go tak ranić?! Ale co mogłam zrobić?
- Nie chciałem dłużej żyć. Dowiedziałaś się, co do ciebie czuję. Nie kochasz mnie. Nie chcesz ze mną być. A ja kocham cię odkąd tylko cię poznałem, ale bałem się… bałem się powiedzieć ci, co czuję. A kiedy zobaczyłem ciebie i Harrego razem coś we mnie pękło. Wiedziałem, że nie ma szans żebyś była ze mną. Byłaś i jesteś dla mnie wszystkim Lily. Nie potrafię nic na to poradzić. Kocham cię i nie mogę znieść waszego widoku razem. Tego jak się całujecie, przytulacie. A jak tylko pomyślę, że mogłabyś z nim pójść do łóżka. Serce mi pęka. Wiem…, że twój pierwszy raz był z nim i to mnie boli najbardziej. To ja chciałem być ty pierwszym. To ja chciałem móc cię całować każdego dnia, przytulać i mówiąc, że cię kocham słyszeć „Ja ciebie też”. Ale to nie możliwe. Nie chciałem z tym żyć. – Nie mogłam się powstrzymać od płaczu. Nie mogłam nic zrobić. Wtedy zrozumiałam, że nadal go kocham. W jednej kwestii się mylił. Nadal nie zrobiliśmy tego z Harrym. Wstydziłam się tego, ale pomyślałam jakby to było z Louisem. Gdybym z nim… straciła dziewictwo. Jak mogłam o tym w ogóle myśleć?!
- Louis… posłuchaj. Ja ciebie też kocham. Nie bardziej niż Harrego i żałuję tego, ale kocham. Teraz to rozumiem. I bardzo, żałuję, że nie mogę nic z tym zrobić. Że nie mogę być z tobą. Ale Harry jest dla mnie niczym powietrze. Jest dla mnie tym, czym ja dla ciebie. I może nie powinnam ci tego mówić. Może to bez sensu…, ale nie robiliśmy tego jeszcze… Louis ja nadal jestem dziewicą, ale to nic nie zmienia. Jak mogłeś chcieć się zabić?! Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Kocham cię Louis. To fakt, że Harrego kocham bardziej, ale nie umiem nic z tym zrobić. A po za tym ty też nie jesteś mi obojętny. – Powiedziałam. Uśmiechnął się lekko.
- Lily. Przepraszam. – Powiedział cicho.
- Wybaczę ci, ale pod warunkiem, że nigdy więcej tego nie zrobisz.
- Dobrze. Ale zrozum… ja nie mogę znieść myśli, że on cię dotyka. To jest okropne.
- Rozumiem, ale on mnie nie dotyka. To znaczy… nie tak jak ty myślisz. Louis proszę przestań.
- Wybaczyłabyś mi… gdybym… - Zaczął, ale nie skończył.
- Gdybyś, co? – Zapytałam.
- Nie ważne. To byłoby nie porządku wobec Harrego. Mimo wszystko to mój przyjaciel. – Powiedział Louis i wstał ze szpitalnego łóżka. Wstałam zaraz po nim.
- Lily… przepraszam. – Powiedział. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Przecież już mu wybaczyłam. O co mu chodziło? Po chwili już wiedziałam, o co chodzi. Przyparł mnie do ściany i zaczął całować. Niemal tak namiętnie jak Harry. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Ja też zaczęłam go całować. Co ja do cholery robiłam?! Chciałam przestać, ale nie mogłam. Całowaliśmy się coraz dłużej i coraz namiętniej. To było przyjemne. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje! Co ja robiłam. Z jednej strony nie chciałam tego, ale z drugiej chciałam i to bardzo. Czułam się jak z Harrym. To było nieprawdopodobne. Z drugiej strony wiedziałam, że to z Louisem się całuję, ale nie przeszkadzało mi to. Przycisnął się jeszcze bardziej do mnie. Ręce miał oplecione wokół mojej talii a ja wokół jego szyi. Nie mogłam przestać. Dlaczego do cholery sprawiało mi to przyjemność?! I to aż taką. Chciałam przestać jak najszybciej, ale nie mogłam. Zaczynało mi już powoli brakować tlenu, ale nie chciałam przestawać. Czemu?! Co ze mną nie tak?! W końcu to Louis pierwszy oderwał swoje usta od moich. Byłam w szoku. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Louis się uśmiechał.
- Niesamowite! To było niesamowite! Warto było. – Powiedział. Ciężko było mi się z nim nie zgodzić, ale czemu mi to nie przeszkadzało?! Co dziwne miałam ochotę pocałować go jeszcze raz! Co się ze mną działo?! Kiedy Louis trochę się odsunął zobaczyłam stojącego przede mną, Harrego. Zaciskał zęby. Był wściekły. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz