Rano
obudziły mnie odgłosy dochodzące z kuchni. Harry robił śniadanie. Wstałam i
poszłam do łazienki. Musiałam się umyć i ubrać. Połowę nocy nie spałam. Cały
czas myślałam o wczorajszym dniu. Zastanawiałam się, co by się stało gdybym
wcześniej powiedziała Louisowi, co do niego czuję. Zanim poznałam Harrego i
zanim cała moja miłość skupiła się na nim. Gdyby to wszystko potoczyło się
inaczej możliwe, że byłabym teraz z Louisem. Może bylibyśmy razem szczęśliwi.
Może…, ale tak się nie stało. Jestem z Harrym, kocham go i jestem z nim
szczęśliwa. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Harrego.
- Lily chodź
na śniadanie. – Powiedział. On też był zmęczony. W nocy musiał mnie uspokajać.
Za każdym razem, gdy pomyślałam o naszym przyjacielu płakałam. Dla Harrego też
musi być to ciężkie. Kiedy skończyłam się ubierać poszłam do kuchni. Harry
czekał na mnie. Usiedliśmy i zaczęliśmy jeść.
- Kochanie…
Nie będzie mnie dzisiaj mniej więcej do 20. – Powiedział patrząc na mnie.
Widziałam, że ma wyrzuty sumienia, że musi mnie zostawić akurat teraz, kiedy go
potrzebuję.
- Dobrze, a
dlaczego? – Powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Chciałam, żeby wiedział,
że nie mam mu tego za złe.
- Mam coś do
załatwienia… - Powiedział.
- Co
dokładnie? – Zapytałam.
- Muszę
pomóc Zaynowi. Wpakował się w jakieś bagno i teraz ja muszę go z tego
wyciągnąć. – Odpowiedział. Miał nadzieję, że nie zapytam go, o co chodzi, ale
musiałam go rozczarować.
- W jakie
bagno?
- Naraził
się pewnym ludziom…
- I co ty
masz z tym zrobić? Harry, chyba nie będziesz się z nimi bił?! – Przestraszyłam
się.
- Nie.
Będziemy próbowali się z nimi jakoś dogadać, ale jeżeli się nie uda będzie
trzeba inaczej to załatwić.
- Żartujesz
sobie?! – Byłam na niego zła.
- Spokojnie.
Nic mi nie zrobią. Nie bój się.
- Dobrze.
Może oni tobie nie, ale ty im owszem. Przecież dobrze wiesz, że możesz ich
zabić. Nie masz pojęcia, kiedy przestać.
- To jest
inna sytuacja. Wtedy, kiedy prawie zabiłem tego bydlaka byłem wściekły. Teraz
to zupełnie, co innego. – Powiedział.
- Dobrze,
ale bądź ostrożny. – Poprosiłam go. Nie miałam siły się z nim o to kłócić.
***
Była 15:00.
Harrego już nie było. Byłam sama w jego domu. Pozostawiona na pastwę swoich
myśli. Siedziałam na kanapie i zastanawiałam się nad całą tą sytuacją, gdy
nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił mój brat.
Jared. Odebrałam.
- Hej
siostrzyczko!
- Hej.
- Co ty na
to, żebym cię dzisiaj odwiedził?
- Jasne. –
Odpowiedziałam. Cieszyłam się. Nie będę musiała siedzieć sama. Przynajmniej nie
będę myślała o Louisie.
- O 16 w
domu? – Zapytał. Zawsze spotykaliśmy się u mnie i mamy. Nie jeździliśmy do
żadnych restauracji ani nic w tym stylu. Woleliśmy luźną atmosferę.
- Okay. Do
zobaczenia. – Odpowiedziałam. Odłożyłam telefon i poszłam po swoją torebkę.
Zabrałam wszystkie potrzebne rzeczy i poszłam do domu. W prawdzie Harry mówił
mi, żebym nie wychodziła nigdzie sama, ze względu na to, że poluje na mnie
psychopata, ale jakoś musiałam się dostać do domu. Po za tym i tak było mi już
wszystko jedno. Droga minęła mi szybko. Nim się obejrzałam byłam już pod domem.
Cała i zdrowa. Weszłam do środka i włączyłam czajnik, żeby zagotować wodę. Po
jakimś czasie usłyszałam pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć. Stał przed nimi
mój wysoki, lekko umięśniony brat o ciemnych włosach i brązowych oczach.
Uśmiechał się do mnie. Był ubrany w czarne jeansy, niebieską koszulkę i czarną
bluzę. Wpuściłam go do środka. Przywitałam się z nim, na stole w kuchni
postawiłam kawę i usiedliśmy.
- Mamy nie
ma? – Zapytał.
- Nie,
musiała wyjechać na kilka dni, ale za niedługo wraca. – Powiedziałam i
uśmiechnęłam się.
- I ty tutaj
tak sama siedzisz? Nie nudzisz się?
- Nie, u
chłopaka. – Odpowiedziałam.
- Masz
chłopaka? – Zdziwił się. Wcześniej mu o nim nie opowiadałam, więc nic nie
wiedział. Mama jak widać też mu nic nie wspomniała.
- Tak. Ma na
imię Harry. Za niedługo go poznasz. Obiecuję.
- Dobrze.
Długo jesteście razem? - Zapytał.
- Mniej
więcej pół roku.
- I nic nie
mówiłaś? – Był w szoku.
- No jakoś
tak wyszło… - Powiedziałam. Faktycznie mogłam go o tym wcześniej poinformować.
Jeszcze
chwilę rozmawialiśmy o Harrym a później już o mamie, o tym, co słychać u Jareda
i innych sprawach. Była 18. Za niedługo musiał już niestety jechać. Nagle
usłyszałam pytanie, którego wolałam nie słyszeć.
- A co u
Louisa?
- Eee… - Nie
wiedziałam, co powiedzieć.
- Zawsze
myślałem, że jak już znajdziesz chłopaka, będzie nim Louis. – Nawet nie
wiedział jak zabolały mnie te słowa, ale starałam się to ukryć. Na całe
szczęście udało mi się.
- U niego
wszystko dobrze… A po za tym to tylko mój przyjaciel.
- No tak…
Dobrze, muszę się zbierać. Czas wracać. – Powiedział. Ruszyliśmy w kierunku
drzwi. Odprowadziłam go do samochodu. Brat przytulił mnie na powitanie. Kiedy
już wypuścił mnie z ramion zobaczyłam Harrego. Stał przed nami. Wyglądał na
wściekłego. Zaciskał zęby. Ruszył w kierunku swojego samochodu.
- Harry! –
Krzyknęłam. Nie rozumiałam, czemu odchodzi i czemu jest zły, a wręcz wściekły. Udawał,
że mnie nie słyszy. Wsiadł do samochodu i mocno trzasnął drzwiami. Następnie
odjechał z piskiem opon. Nie rozumiałam, co się stało. Zastanawiało mnie też,
dlaczego wcześniej wrócił.
- To był
twój chłopak? – Zapytał Jared.
- Tak, ale
nie rozumiem, co mu się stało.
- Może
widział jak się przytulamy i źle to zrozumiał. – Odpowiedział. No pięknie!
Kolejny problem.
- No cóż,
jakoś mu to wyjaśnię. Do zobaczenia. – Powiedziałam.
- Pa. –
Odpowiedział mój brat i uśmiechnął się. Wsiadł do samochodu i odjechał. Ja
weszłam do domu, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam. Zamknęłam drzwi i ruszyłam
biegiem w kierunku domu Harrego. Biegłam dosyć długo. Byłam już bardzo
zmęczona, ale wreszcie dotarłam na miejsce. Weszłam do środka. Nie zakluczył
drzwi. Siedział w salonie.
- Harry… co
się stało?
- Co się
stało?! Ty się pytasz, co się stało?! – Jeszcze nigdy na mnie nie krzyczał. Był
wściekły.
- Kim on
był?! Zgrywasz się?! To jakaś głupia gra? Udajesz taką niewinną?! – Zaczynałam
się go bać. Wstał z kanapy.
- Harry, ty
nic nie rozumiesz.
- Ależ
rozumiem! Bawiłaś się mną! Pojechałem a ty już sobie znalazłaś zastępstwo?! Po
co ci to wszystko było?! Te bajeczki?! Dziewica tak?! – Krzyczał na mnie.
Chwycił moje nadgarstki i przycisnął mnie do ściany.
- Harry… -
Mówiłam cicho, ale mnie nie słuchał. Bałam się. Do oczu napłynęły mi łzy.
- Zachowałaś
się jak suka! Wiesz o tym?! – Krzyknął i mocniej ścisnął moje nadgarstki.
Bardzo mnie to bolało. Wiedziałam, że zostaną mi po tym siniaki. Zaczęłam
płakać.
- Ha… Harry…
to był… m…mój… -Nie dał mi dokończyć.
- Twój,
kto?! Nie nabierzesz mnie na te łzy! – Krzyczał na mnie. Był wściekły. Bałam
się go. Po raz pierwszy w życiu bałam się go. Zawsze czułam się przy nim
bezpiecznie, ale nie tym razem. Puścił moje nadgarstki. Były całe
zaczerwienione. Odsunął się ode mnie. To była jedyna okazja do ucieczki.
- To był mój
brat! – Krzyknęłam i wybiegłam z salonu. Biegłam w kierunku drzwi. Kiedy już je
znalazłam, otworzyłam je i uciekłam. W drzwiach stanął Harry. Krzyczał coś.
Przepraszał mnie, ale nie chciałam go słuchać. Zaczął biec za mną. Zatrzymałam
się na chwilę i zdjęłam buty. Trzymałam je w rękach i po chwili biegłam dalej.
Doganiał mnie. Nie miałam szans.
-
Przepraszam cię! Nie wiedziałem! Poczekaj! Porozmawiajmy! – Krzyczał za mną.
Miałam go dość. Nie byłam w stanie z nim rozmawiać, to było już za wiele. Miałam
wszystkiego dość.
- Zostaw
mnie w spokoju! – Krzyknęłam i rzuciłam w niego jednym z butów. Biegłam dalej.
Nie słuchałam go już. Nie dawał za wygraną i dalej mnie gonił. Rzuciłam w niego
drugim butem z całej siły i trafiłam w jego klatkę piersiową. Zatrzymał się na
chwilę a ja biegłam dalej, najszybciej jak mogłam. Byłam już na mojej ulicy.
Nie wiedziałam, co robić, ani gdzie się podziać. Jedyną osobą, która mogła mi w
tym momencie pomóc wydawał się Louis. Pobiegłam do niego. Stałam pod jego
drzwiami i dyszałam. Byłam zmęczona. Udało mi się w jakiś sposób zgubić
Harrego, ale wiedziałam, że nie na długo. Pukałam do drzwi, ale nikt nie
otwierał. To dziwne. Samochód Louisa stał pod domem. Nacisnęłam na klamkę.
Drzwi nie były zakluczone. Weszłam do środka i wołałam go, ale nie odpowiadał.
Ruszyłam wzdłuż korytarza zaglądając do wszystkich pokoi. Weszłam do łazienki.
To, co zobaczyłam załamało mnie. Dobiło mnie do reszty. Zaczęłam płakać. Nie
mogłam uwierzyć w to, co widzę.
_______________________________________________________________________________
Zapraszam do komentowania. Każdy komentarz jest dla mnie na prawdę ogromną motywacją do dalszego pisania. Jeżeli ci się spodobało, jeżeli czytasz moje rozdziały, skomentuj. To na prawdę miłe kiedy pod rozdziałem, który sama napiszę jest pozytywny komentarz. Wtedy wiem, że komuś podoba się to co piszę i chcę pisać dalej. Mam wtedy po co pisać. Bo ktoś to czyta :) Więc zapraszam do komentowania i już niebawem następny rozdział.
Zapraszam do komentowania. Każdy komentarz jest dla mnie na prawdę ogromną motywacją do dalszego pisania. Jeżeli ci się spodobało, jeżeli czytasz moje rozdziały, skomentuj. To na prawdę miłe kiedy pod rozdziałem, który sama napiszę jest pozytywny komentarz. Wtedy wiem, że komuś podoba się to co piszę i chcę pisać dalej. Mam wtedy po co pisać. Bo ktoś to czyta :) Więc zapraszam do komentowania i już niebawem następny rozdział.
O matko...
OdpowiedzUsuńHarry powinien dac jej dojść do slowa, a nie reagować tak gwałtownie. I co z Louisem ?
Błagam dodaj szybko next'a.
Dawaj nexta *.*
OdpowiedzUsuńPostaram się napisać dzisiaj albo jutro ;)
Usuń