poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 17


Na podłodze leżał Louis.  Był nieprzytomny, ale miałam nadzieję, że żyje. Obok niego leżało opakowanie po jakichś tabletkach. Nie mogłam się ruszyć. Płakałam. Coś we mnie pękło. Nie mogłam ani nie chciałam w to uwierzyć. Padłam na kolana obok niego. Zaczęłam go wołać, poruszać nim, próbować go obudzić, ale to nie działało. Był nie przytomny. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam po karetkę. Byli już w drodze. Miałam nadzieję, ze dobrze zrozumieli, co mówiłam, bo głos strasznie mi się trząsł. Cały czas płakałam. Przytuliłam się do mojego leżącego na podłodze przyjaciela i czekałam na pogotowie. Płakałam. Nic więcej nie mogłam już zrobić. Byłam załamana. To wszystko było z mojej winy. Nie potrafiłam odwzajemnić jego uczuć i o to, do czego doprowadziłam. Martwiłam się stanem Louisa. Po chwili do domu wbiegł Harry. Znalazł nas. Był przerażony. Nie wiedział, co się stało. Nie chciałam go widzieć, ale nie miałam siły się z nim teraz kłócić.
- Co… co mu jest? – Zapytał. Martwił się o niego tak samo jak ja.
- W… wziął j… jakieś tabletki. – Wydukałam. Nie wiedziałam, co robić.
- Dzwoniłaś na pogotowie?
- Tak. – Miał mnie za idiotkę?! Nie chciałam z nim rozmawiać, odpowiadałam tylko na pytania dotyczące stanu Louisa. Harry podszedł do mnie, chwycił mnie za rękę i podciągnął do góry. Przytulił mnie do siebie. Nie protestowałam. Wtuliłam twarz w jego pierś i dalej płakałam. Uspokajał mnie. Był przy mnie. Nadal go kochałam. Potrzebowałam go… zwłaszcza teraz. Staliśmy tak przytuleni w milczeniu czekając na karetkę. Harry cały czas mnie uspokajał. Kiedy w końcu przyjechała pomoc, powiedzieliśmy, co wiemy i zabrali go. Pojechaliśmy za nimi do szpitala. Na miejscu musieliśmy czekać aż powiedzą nam. co z nim. Co prawda nie byliśmy z rodziny, ale Harry miał znajomego w szpitalu, który poinformował nas, co i jak. Co prawda wiedzieliśmy już, że to była próba samobójcza, ale nie wiedzieliśmy, co z nim. Lekarz powiedział, że uratowałam mojemu przyjacielowi życie, gdybym tam nie poszła, pewnie już by nie żył. Ja nie uważałam się za bohaterkę. To przeze mnie chciał sobie to życie odebrać. Oczyszczono jego żołądek. Wyjdzie z tego bez szwanku. Całe szczęście. Dzisiaj nie mogliśmy się już z nim zobaczyć, więc musieliśmy wracać. Mieliśmy go odwiedzić następnego dnia. Harry zawiózł mnie do siebie. Mówiłam mu, że nie chcę, ale mnie nie słuchał. Miałam go dość. Nie chciałam go widzieć. Nie po tym, co zrobił. Niestety nie miałam innego wyjścia. Kiedy byliśmy już w domu, Harry oddał mi moje buty, te, którymi w niego rzucałam. Odłożyłam je i poszłam do salonu. Ignorowałam mojego chłopaka, ale się do mnie odezwał.
- Lily przepraszam cię… - Zaczął. Nie miałam ochoty mu wybaczać. Miałam go dość.
- Daj mi spokój!
- Posłuchaj… przepraszam, że się tak zachowałem, ale kiedy zobaczyłem jak przytula cię jakiś obcy facet byłem wściekły. Kocham cię. Bardzo cię kocham. Jak nikogo innego na świecie. Jesteś moim skarbem i boję się, że ktoś mi cię zabierze. Nikomu nigdy na to nie pozwolę. Taki skarb jak ty trzeba chronić. Kocham cię nad życie. Zrobię dla ciebie wszystko, ale proszę wybacz mi. – Uklęknął. – Obiecuję, że nigdy więcej czegoś takiego nie zrobię. Nigdy. – Chciałam mu wybaczyć. Teraz wszystko zrozumiałam. Kochał mnie, a ja kochałam jego. Ale martwił mnie ten jego wybuch złości.
- Bałam się ciebie. Nie wiem czy nadal się nie boję. – Powiedziałam i pokazałam mu moje nadgarstki. Już były sine.
- Ja ci to zrobiłem? – Zapytał z niedowierzaniem. Pokiwałam potakująco głową. – Przepraszam. Nie chciałem. Kocham cię i bardzo cię przepraszam. Nigdy więcej tego nie zrobię, ale proszę wybacz mi.
- Dobrze. – Powiedziałam. On wstał z podłogi. Myślałam, że mnie przytuli, ale tego nie zrobił. Zamiast tego pocałował mnie. – Obiecuję, że już zawsze będziesz przy mnie bezpieczna. Nie musisz się bać. – Powiedział i znów mnie pocałował. Później przytulaliśmy się przez chwilę. Następnie usiedliśmy na kanapie i znów ogarnął mnie smutek. Moimi myślami znów zawładnął Louis. Zaczęłam płakać. Ponownie. A Harry znów musiał mnie pocieszać. Miałam dość dzisiejszego dnia. Wtuliłam się w Harrego i zasnęłam.
                                                                            ***
Rano po śniadaniu pojechaliśmy z Harrym do szpitala. Po drodze cały czas miałam przed oczami widok Louisa leżącego na podłodze w łazience. To wszystko było przeze mnie. Starałam się o tym nie myśleć i wtedy popatrzyłam na mojego ukochanego, prowadzącego samochód. Zerknął na mnie i się uśmiechnął. Też się do niego uśmiechnęłam, a następnie spojrzałam na swoje nadgarstki. Lekko dotknęłam palcami siniaków na lewej ręce. Bolały. Teraz przed oczami miałam widok wściekłego, krzyczącego na mnie Harrego. Przypomniałam sobie jak bardzo się go wtedy bałam. Po policzkach spłynęły mi łzy. Kochałam go i zawsze będę. Nawet pomimo tego, co zrobił. Wybaczyłam mu, ale kiedy myślałam o tym, co się wczoraj stało. O tym jak krzyczał. O tym jak mocno trzymał moje nadgarstki… i o tym jak się bałam, nie potrafiłam nie płakać. To było straszne. Obiecał mi, że to się już więcej nie powtórzy i wierzyłam mu. Z zamyślenia wyrwał mnie głos mojego chłopaka.
- Jesteśmy na miejscu kochanie. – Powiedział i wysiadł z samochodu. Po chwili otworzył mi drzwi. Wysiadłam z samochodu i oboje poszliśmy do szpitala. Kiedy znaleźliśmy Louisa był w całkiem niezłym stanie. Fizycznym. Na pewno nie psychicznym. Przywitaliśmy się z nim. Uśmiechnął się, ale widziałam ból w jego oczach. Patrzył na splecione ze sobą dłonie, moje i Harrego. Wyrwałam mu swoją rękę, żeby Louis nie musiał na to patrzeć. Siedział na łóżku, ale po chwili wstał.
- Dzisiaj wychodzę. – Powiedział i uśmiechnął się.
- Louis… dlaczego to zrobiłeś? – Zapytałam. W moich oczach znów pojawiły się łzy. Starałam się powstrzymać od płaczu, ale to było o wiele silniejsze ode mnie. Łzy popłynęły mi po policzkach. Louis spojrzał na mnie. Był smutny.
- Lily… nie płacz. Proszę cię. – Powiedział.
- Jak mogłeś? Chciałeś się zabić?! – Nie chciałam na niego krzyczeć, ale emocje miały nade mną zbyt dużą kontrolę. Nie odpowiadał.
- Harry, czy mógłbyś zostawić nas na chwilę samych? – Zapytał Louis. Harry spojrzał na mnie.
- Idź. Dam sobie przecież radę. – Powiedziałam. Harry powoli odszedł. Louis podszedł do mnie, chwycił mnie za rękę i pociągnął mnie za sobą. Oboje usiedliśmy na łóżku. Mój przyjaciel nadal trzymał mnie za rękę.
- Dlaczego to zrobiłeś? – Zapytałam ponownie. Spojrzał na mnie. W jego oczach znów widziałam ból. Jak mogłam go tak ranić?! Ale co mogłam zrobić?
- Nie chciałem dłużej żyć. Dowiedziałaś się, co do ciebie czuję. Nie kochasz mnie. Nie chcesz ze mną być. A ja kocham cię odkąd tylko cię poznałem, ale bałem się… bałem się powiedzieć ci, co czuję. A kiedy zobaczyłem ciebie i Harrego razem coś we mnie pękło. Wiedziałem, że nie ma szans żebyś była ze mną. Byłaś i jesteś dla mnie wszystkim Lily. Nie potrafię nic na to poradzić. Kocham cię i nie mogę znieść waszego widoku razem. Tego jak się całujecie, przytulacie. A jak tylko pomyślę, że mogłabyś z nim pójść do łóżka. Serce mi pęka. Wiem…, że twój pierwszy raz był z nim i to mnie boli najbardziej. To ja chciałem być ty pierwszym. To ja chciałem móc cię całować każdego dnia, przytulać i mówiąc, że cię kocham słyszeć „Ja ciebie też”. Ale to nie możliwe. Nie chciałem z tym żyć. – Nie mogłam się powstrzymać od płaczu. Nie mogłam nic zrobić. Wtedy zrozumiałam, że nadal go kocham. W jednej kwestii się mylił. Nadal nie zrobiliśmy tego z Harrym. Wstydziłam się tego, ale pomyślałam jakby to było z Louisem. Gdybym z nim… straciła dziewictwo. Jak mogłam o tym w ogóle myśleć?!
- Louis… posłuchaj. Ja ciebie też kocham. Nie bardziej niż Harrego i żałuję tego, ale kocham. Teraz to rozumiem. I bardzo, żałuję, że nie mogę nic z tym zrobić. Że nie mogę być z tobą. Ale Harry jest dla mnie niczym powietrze. Jest dla mnie tym, czym ja dla ciebie. I może nie powinnam ci tego mówić. Może to bez sensu…, ale nie robiliśmy tego jeszcze… Louis ja nadal jestem dziewicą, ale to nic nie zmienia. Jak mogłeś chcieć się zabić?! Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Kocham cię Louis. To fakt, że Harrego kocham bardziej, ale nie umiem nic z tym zrobić. A po za tym ty też nie jesteś mi obojętny. – Powiedziałam. Uśmiechnął się lekko.
- Lily. Przepraszam. – Powiedział cicho.
- Wybaczę ci, ale pod warunkiem, że nigdy więcej tego nie zrobisz.
- Dobrze. Ale zrozum… ja nie mogę znieść myśli, że on cię dotyka. To jest okropne.
- Rozumiem, ale on mnie nie dotyka. To znaczy… nie tak jak ty myślisz. Louis proszę przestań.
- Wybaczyłabyś mi… gdybym… - Zaczął, ale nie skończył.
- Gdybyś, co? – Zapytałam.
- Nie ważne. To byłoby nie porządku wobec Harrego. Mimo wszystko to mój przyjaciel. – Powiedział Louis i wstał ze szpitalnego łóżka. Wstałam zaraz po nim.
- Lily… przepraszam. – Powiedział. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Przecież już mu wybaczyłam. O co mu chodziło? Po chwili już wiedziałam, o co chodzi. Przyparł mnie do ściany i zaczął całować. Niemal tak namiętnie jak Harry. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Ja też zaczęłam go całować. Co ja do cholery robiłam?! Chciałam przestać, ale nie mogłam. Całowaliśmy się coraz dłużej i coraz namiętniej. To było przyjemne. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje! Co ja robiłam. Z jednej strony nie chciałam tego, ale z drugiej chciałam i to bardzo. Czułam się jak z Harrym. To było nieprawdopodobne. Z drugiej strony wiedziałam, że to z Louisem się całuję, ale nie przeszkadzało mi to. Przycisnął się jeszcze bardziej do mnie. Ręce miał oplecione wokół mojej talii a ja wokół jego szyi. Nie mogłam przestać. Dlaczego do cholery sprawiało mi to przyjemność?! I to aż taką. Chciałam przestać jak najszybciej, ale nie mogłam. Zaczynało mi już powoli brakować tlenu, ale nie chciałam przestawać. Czemu?! Co ze mną nie tak?! W końcu to Louis pierwszy oderwał swoje usta od moich. Byłam w szoku. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Louis się uśmiechał.
- Niesamowite! To było niesamowite! Warto było. – Powiedział. Ciężko było mi się z nim nie zgodzić, ale czemu mi to nie przeszkadzało?! Co dziwne miałam ochotę pocałować go jeszcze raz! Co się ze mną działo?! Kiedy Louis trochę się odsunął zobaczyłam stojącego przede mną, Harrego. Zaciskał zęby. Był wściekły. 

sobota, 28 marca 2015

Rozdział 16

Rano obudziły mnie odgłosy dochodzące z kuchni. Harry robił śniadanie. Wstałam i poszłam do łazienki. Musiałam się umyć i ubrać. Połowę nocy nie spałam. Cały czas myślałam o wczorajszym dniu. Zastanawiałam się, co by się stało gdybym wcześniej powiedziała Louisowi, co do niego czuję. Zanim poznałam Harrego i zanim cała moja miłość skupiła się na nim. Gdyby to wszystko potoczyło się inaczej możliwe, że byłabym teraz z Louisem. Może bylibyśmy razem szczęśliwi. Może…, ale tak się nie stało. Jestem z Harrym, kocham go i jestem z nim szczęśliwa. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Harrego.
- Lily chodź na śniadanie. – Powiedział. On też był zmęczony. W nocy musiał mnie uspokajać. Za każdym razem, gdy pomyślałam o naszym przyjacielu płakałam. Dla Harrego też musi być to ciężkie. Kiedy skończyłam się ubierać poszłam do kuchni. Harry czekał na mnie. Usiedliśmy i zaczęliśmy jeść.
- Kochanie… Nie będzie mnie dzisiaj mniej więcej do 20. – Powiedział patrząc na mnie. Widziałam, że ma wyrzuty sumienia, że musi mnie zostawić akurat teraz, kiedy go potrzebuję.
- Dobrze, a dlaczego? – Powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego. Chciałam, żeby wiedział, że nie mam mu tego za złe.
- Mam coś do załatwienia… - Powiedział.
- Co dokładnie? – Zapytałam.
- Muszę pomóc Zaynowi. Wpakował się w jakieś bagno i teraz ja muszę go z tego wyciągnąć. – Odpowiedział. Miał nadzieję, że nie zapytam go, o co chodzi, ale musiałam go rozczarować.
- W jakie bagno?
- Naraził się pewnym ludziom…
- I co ty masz z tym zrobić? Harry, chyba nie będziesz się z nimi bił?! – Przestraszyłam się.
- Nie. Będziemy próbowali się z nimi jakoś dogadać, ale jeżeli się nie uda będzie trzeba inaczej to załatwić.
- Żartujesz sobie?! – Byłam na niego zła.
- Spokojnie. Nic mi nie zrobią. Nie bój się.
- Dobrze. Może oni tobie nie, ale ty im owszem. Przecież dobrze wiesz, że możesz ich zabić. Nie masz pojęcia, kiedy przestać.
- To jest inna sytuacja. Wtedy, kiedy prawie zabiłem tego bydlaka byłem wściekły. Teraz to zupełnie, co innego. – Powiedział.
- Dobrze, ale bądź ostrożny. – Poprosiłam go. Nie miałam siły się z nim o to kłócić.

                                                                                          ***
Była 15:00. Harrego już nie było. Byłam sama w jego domu. Pozostawiona na pastwę swoich myśli. Siedziałam na kanapie i zastanawiałam się nad całą tą sytuacją, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił mój brat. Jared. Odebrałam.
- Hej siostrzyczko!
- Hej.
- Co ty na to, żebym cię dzisiaj odwiedził?
- Jasne. – Odpowiedziałam. Cieszyłam się. Nie będę musiała siedzieć sama. Przynajmniej nie będę myślała o Louisie.
- O 16 w domu? – Zapytał. Zawsze spotykaliśmy się u mnie i mamy. Nie jeździliśmy do żadnych restauracji ani nic w tym stylu. Woleliśmy luźną atmosferę.
- Okay. Do zobaczenia. – Odpowiedziałam. Odłożyłam telefon i poszłam po swoją torebkę. Zabrałam wszystkie potrzebne rzeczy i poszłam do domu. W prawdzie Harry mówił mi, żebym nie wychodziła nigdzie sama, ze względu na to, że poluje na mnie psychopata, ale jakoś musiałam się dostać do domu. Po za tym i tak było mi już wszystko jedno. Droga minęła mi szybko. Nim się obejrzałam byłam już pod domem. Cała i zdrowa. Weszłam do środka i włączyłam czajnik, żeby zagotować wodę. Po jakimś czasie usłyszałam pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć. Stał przed nimi mój wysoki, lekko umięśniony brat o ciemnych włosach i brązowych oczach. Uśmiechał się do mnie. Był ubrany w czarne jeansy, niebieską koszulkę i czarną bluzę. Wpuściłam go do środka. Przywitałam się z nim, na stole w kuchni postawiłam kawę i usiedliśmy.
- Mamy nie ma? – Zapytał.
- Nie, musiała wyjechać na kilka dni, ale za niedługo wraca. – Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- I ty tutaj tak sama siedzisz? Nie nudzisz się?
- Nie, u chłopaka. – Odpowiedziałam.
- Masz chłopaka? – Zdziwił się. Wcześniej mu o nim nie opowiadałam, więc nic nie wiedział. Mama jak widać też mu nic nie wspomniała.
- Tak. Ma na imię Harry. Za niedługo go poznasz. Obiecuję.
- Dobrze. Długo jesteście razem? -  Zapytał.
- Mniej więcej pół roku.
- I nic nie mówiłaś? – Był w szoku.
- No jakoś tak wyszło… - Powiedziałam. Faktycznie mogłam go o tym wcześniej poinformować.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy o Harrym a później już o mamie, o tym, co słychać u Jareda i innych sprawach. Była 18. Za niedługo musiał już niestety jechać. Nagle usłyszałam pytanie, którego wolałam nie słyszeć.
- A co u Louisa?
- Eee… - Nie wiedziałam, co powiedzieć.
- Zawsze myślałem, że jak już znajdziesz chłopaka, będzie nim Louis. – Nawet nie wiedział jak zabolały mnie te słowa, ale starałam się to ukryć. Na całe szczęście udało mi się.
- U niego wszystko dobrze… A po za tym to tylko mój przyjaciel.
- No tak… Dobrze, muszę się zbierać. Czas wracać. – Powiedział. Ruszyliśmy w kierunku drzwi. Odprowadziłam go do samochodu. Brat przytulił mnie na powitanie. Kiedy już wypuścił mnie z ramion zobaczyłam Harrego. Stał przed nami. Wyglądał na wściekłego. Zaciskał zęby. Ruszył w kierunku swojego samochodu.
- Harry! – Krzyknęłam. Nie rozumiałam, czemu odchodzi i czemu jest zły, a wręcz wściekły. Udawał, że mnie nie słyszy. Wsiadł do samochodu i mocno trzasnął drzwiami. Następnie odjechał z piskiem opon. Nie rozumiałam, co się stało. Zastanawiało mnie też, dlaczego wcześniej wrócił.
- To był twój chłopak? – Zapytał Jared.
- Tak, ale nie rozumiem, co mu się stało.
- Może widział jak się przytulamy i źle to zrozumiał. – Odpowiedział. No pięknie! Kolejny problem.
- No cóż, jakoś mu to wyjaśnię. Do zobaczenia. – Powiedziałam.
- Pa. – Odpowiedział mój brat i uśmiechnął się. Wsiadł do samochodu i odjechał. Ja weszłam do domu, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam. Zamknęłam drzwi i ruszyłam biegiem w kierunku domu Harrego. Biegłam dosyć długo. Byłam już bardzo zmęczona, ale wreszcie dotarłam na miejsce. Weszłam do środka. Nie zakluczył drzwi. Siedział w salonie.
- Harry… co się stało?
- Co się stało?! Ty się pytasz, co się stało?! – Jeszcze nigdy na mnie nie krzyczał. Był wściekły.
- Kim on był?! Zgrywasz się?! To jakaś głupia gra? Udajesz taką niewinną?! – Zaczynałam się go bać. Wstał z kanapy.
- Harry, ty nic nie rozumiesz.
- Ależ rozumiem! Bawiłaś się mną! Pojechałem a ty już sobie znalazłaś zastępstwo?! Po co ci to wszystko było?! Te bajeczki?! Dziewica tak?! – Krzyczał na mnie. Chwycił moje nadgarstki i przycisnął mnie do ściany.
- Harry… - Mówiłam cicho, ale mnie nie słuchał. Bałam się. Do oczu napłynęły mi łzy.
- Zachowałaś się jak suka! Wiesz o tym?! – Krzyknął i mocniej ścisnął moje nadgarstki. Bardzo mnie to bolało. Wiedziałam, że zostaną mi po tym siniaki. Zaczęłam płakać.
- Ha… Harry… to był… m…mój… -Nie dał mi dokończyć.
- Twój, kto?! Nie nabierzesz mnie na te łzy! – Krzyczał na mnie. Był wściekły. Bałam się go. Po raz pierwszy w życiu bałam się go. Zawsze czułam się przy nim bezpiecznie, ale nie tym razem. Puścił moje nadgarstki. Były całe zaczerwienione. Odsunął się ode mnie. To była jedyna okazja do ucieczki.
- To był mój brat! – Krzyknęłam i wybiegłam z salonu. Biegłam w kierunku drzwi. Kiedy już je znalazłam, otworzyłam je i uciekłam. W drzwiach stanął Harry. Krzyczał coś. Przepraszał mnie, ale nie chciałam go słuchać. Zaczął biec za mną. Zatrzymałam się na chwilę i zdjęłam buty. Trzymałam je w rękach i po chwili biegłam dalej. Doganiał mnie. Nie miałam szans.
- Przepraszam cię! Nie wiedziałem! Poczekaj! Porozmawiajmy! – Krzyczał za mną. Miałam go dość. Nie byłam w stanie z nim rozmawiać, to było już za wiele. Miałam wszystkiego dość.
- Zostaw mnie w spokoju! – Krzyknęłam i rzuciłam w niego jednym z butów. Biegłam dalej. Nie słuchałam go już. Nie dawał za wygraną i dalej mnie gonił. Rzuciłam w niego drugim butem z całej siły i trafiłam w jego klatkę piersiową. Zatrzymał się na chwilę a ja biegłam dalej, najszybciej jak mogłam. Byłam już na mojej ulicy. Nie wiedziałam, co robić, ani gdzie się podziać. Jedyną osobą, która mogła mi w tym momencie pomóc wydawał się Louis. Pobiegłam do niego. Stałam pod jego drzwiami i dyszałam. Byłam zmęczona. Udało mi się w jakiś sposób zgubić Harrego, ale wiedziałam, że nie na długo. Pukałam do drzwi, ale nikt nie otwierał. To dziwne. Samochód Louisa stał pod domem. Nacisnęłam na klamkę. Drzwi nie były zakluczone. Weszłam do środka i wołałam go, ale nie odpowiadał. Ruszyłam wzdłuż korytarza zaglądając do wszystkich pokoi. Weszłam do łazienki. To, co zobaczyłam załamało mnie. Dobiło mnie do reszty. Zaczęłam płakać. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. 
_______________________________________________________________________________

Zapraszam do komentowania. Każdy komentarz jest dla mnie na prawdę ogromną motywacją do dalszego pisania. Jeżeli ci się spodobało, jeżeli czytasz moje rozdziały, skomentuj. To na prawdę miłe kiedy pod rozdziałem, który sama napiszę jest pozytywny komentarz. Wtedy wiem, że komuś podoba się to co piszę i chcę pisać dalej. Mam wtedy po co pisać. Bo ktoś to czyta :) Więc zapraszam do komentowania i już niebawem następny rozdział. 

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 15



                                                                          
Kiedy rano się obudziłam znów nie było obok mnie Harrego. Poszłam do kuchni, ale tam też go nie było. Śniadanie było już gotowe, ale nie było mojego ukochanego. Zauważyłam, że na lodówce wisi jakaś karteczka. Podeszłam i przeczytałam ją. Z tego, co Harry na niej napisał wynikało, że musiał coś załatwić i wróci niebawem, a śniadanie muszę zjeść sama. Usiadłam, więc i zaczęłam jeść. Kiedy skończyłam posprzątałam i poszłam się umyć, a następnie ubrać. Poszłam do salonu. Chciałam obejrzeć coś w telewizji czekając na Harrego. Usiadłam przed telewizorem i nawet nie zdążyłam go włączyć, kiedy usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi. Wyszłam z pokoju i zobaczyłam Harrego. Uśmiechnął się do mnie.
- Dzień dobry kochanie. Mam dla ciebie niespodziankę. – Powiedział całując mnie w policzek.
- Jaką? – Zapytałam z zaciekawieniem.
- Byłem w pracy, porozmawiałem z szefem i wziąłem wolne. Na tydzień. Specjalnie dla ciebie. Będziemy mogli spędzać każdą chwilę razem. – Powiedział wesoło. Nie przemyślał jednak, że ja muszę chodzić do pracy.
- To cudownie, ale ja… - Zaczęłam mówić, ale mi przerwał.
- Ty też masz wolne. Byłem w księgarni i wszystko załatwiłem. – Powiedział uśmiechając się. Przytuliłam go. Bardzo się cieszyłam, że będziemy mieli więcej czasu dla siebie. Nie wiedziałam dokładnie, kiedy wróci mama, ale powinna być za kilka dni. Musiałam, jeszcze dzisiaj podjechać do domu i sprawdzić jak się ma kot. Ustaliliśmy z Harrym, że pojedziemy tam teraz. Kiedy już wyjechaliśmy dostałam wiadomość od mamy. Napisała, że wróci za 5 dni. Później miała do mnie zadzwonić. Kiedy z Harrym byliśmy już pod moim domem zobaczyłam Louisa. Stał pod moimi drzwiami. Jakby na mnie czekał. Wyszliśmy z Harrym z samochodu.
- Cześć Louis. – Powiedziałam uśmiechając się do niego.
- Cześć. – Powiedział uśmiechając się. – Harry możemy porozmawiać? – Zapytał.
- Jasne. – Odpowiedział mój chłopak. Oni zostali przed domem a ja weszłam do środka. Poszłam uzupełnić braki w miskach mojego zwierzaka, który odpoczywał w moim pokoju. Posiedziałam z nim chwilę. Nie przejął się zbytnio moją obecnością. Kiedy stałam przy drzwiach i już miałam wychodzić usłyszałam jak Harry kłóci się z Louisem. Stałam przy drzwiach z ręką na klamce i słuchałam.
- Zrozum! Ona nie jest taka jak te twoje poprzednie! Nie pasujecie do siebie. Ona jest delikatna, wrażliwa i miła. Nie jest taka jak one. Nie chce ci wskoczyć od razu do łóżka. Kocha cię, ale możesz ją skrzywdzić. – Powiedział Louis. Byłam w szoku. Nie rozumiałam, o co chodzi.
- Ja też ją kocham! Nie chcę jej skrzywdzić. Myślisz, że chodzi mi tylko o to żeby ją przelecieć?! – Krzyknął Harry.
- Tak jak wszystkie poprzednie? Je też podobno kochałeś, ale jakimś dziwnym trafem wszystkie te związki kończyły się po tym jak przespałeś się ze swoją dziewczyną.  
- To nie ja je kończyłem, tylko one. Chodziło im tylko o jedno.
- A tobie nie? Przestań pieprzyć głupoty! Nie pamiętasz, co było z Sarą?
- To była inna sytuacja.
- Tak, jasne. Posłuchaj mnie, ona do ciebie nie pasuje. Jest zbyt wrażliwa. Skrzywdzisz ją i to bardzo. Ona się zaangażowała w ten związek.
- Ja też! Kocham ją. Ile razy mam ci powtarzać?
- Jeżeli ją skrzywdzisz, pożałujesz tego! – Krzyknął Louis.
- Co ci tak na niej zależy? Czy… ty się w niej zakochałeś? – Zapytał Harry. Kiedy to usłyszałam serce na chwilę mi stanęło a następnie bardzo przyspieszyło. Przecież to było nie możliwe. Louis nie mógł być we mnie zakochany.
- Odpowiedz! – Krzyknął Harry. Byłam pewna, że Louis powie mu, że martwi się o mnie tylko, dlatego, że się przyjaźnimy. Niestety się myliłam.
- To nie ma znaczenia.
- Czemu mi tego wcześniej nie powiedziałeś?
- Bo ty jesteś moim kumplem, a ona jest z tobą szczęśliwa. – Powiedział cicho Louis. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Nie wierzyłam w to. To było niemożliwe. Kiedyś ja się w nim podkochiwałam, ale poznałam Harrego. Ciekawe, co by się stało gdyby mi to powiedział wcześniej. Może teraz byłabym z nim…
- Zamierzasz jej o tym powiedzieć? – Zapytał go Harry.
- Powinna wiedzieć, ale nie chcę jej mącić w głowie. Ona kocha ciebie. Nie mnie. – Powiedział. Miał taki smutny ton głosu. Było mi go szkoda. Chciałam go teraz przytulić i pocieszyć, ale nie mogłam.
- Nie wiem … co mam powiedzieć. – Odpowiedział mu mój chłopak.
- Nic… lepiej ja już pójdę. – Odpowiedział mój przyjaciel. Otworzyłam drzwi i wyszłam z domu udając, że nic nie słyszałam. Uśmiechnęłam się do nich obu. Louis był taki smutny.
- Coś się stało? – Spytałam udając, że o niczym nie wiem. Harry spojrzał na mnie i odezwał się.
- Louis musi ci o czymś powiedzieć. – Powiedział Harry i poszedł do samochodu. Stresowałam się. Nie wiedziałam, co mam zrobić, ani co powiedzieć.
- W sumie to nie chciałem ci o tym mówić… No, ale chyba muszę. Jeżeli Harry uznał, że musisz wiedzieć to pewnie tak jest. Posłuchaj… Lily… Ja nie wiem jak to powiedzieć, wiec powiem prosto z mostu. Kocham cię. – W jego oczach zobaczyłam ból. Cierpiał i to przeze mnie. Ja jego też kochałam, ale tylko, jako przyjaciela.
- Louis… Ja… nie wiem, co mam teraz zrobić. Wiesz, że kocham Harrego. Ciebie też, ale nie w ten sposób… nie chcę ci sprawdzać przykrości ani cię krzywdzić, ale wiesz, że to nie możliwe… - Powiedziałam. Do oczu napłynęły mi łzy. Nie wiedziałam, co zrobić.
- Wiem o tym… - Powiedział mój przyjaciel. Widziałam, że walczy sam ze sobą. W jego oczach nadal był ból. Patrzył na mnie jak na najpiękniejszą osobę na świecie. Był przepełniony bólem i smutkiem. Mnie też to bolało. Po policzkach popłynęły mi łzy. Staliśmy przez chwilę w milczeniu. Żadne z nas nie było w stanie powiedzieć ani słowa. Otarł moje łzy ręką.
- Nie płacz. To nie twoja wina, że mnie nie kochasz. Jesteś szczęśliwa z Harrym, a ja nie będę się wtrącać. – Powiedział. Głos mu się trząsł. Nie widziałam go jeszcze w takim stanie.
- Posłuchaj. Ja ciebie też kocham, ale nie tak jakbyś chciał. – Powiedziałam, a po moich policzkach ciekły strumienie łez.
- Wiem. Jestem tylko twoim przyjacielem, ale to, co do ciebie czuję nic nie zmienia. Zawsze możesz na mnie liczyć. – Powiedział i jemu też łzy napłynęły do oczu. Tak bardzo chciałam móc coś na to poradzić. Móc odwzajemnić jego uczucia, ale nie byłam w stanie. Nie umiałam nic z tym zrobić. Patrząc na niego widziałam jak bardzo go ranię. Przytuliłam go. Staliśmy tak przez chwilę, a następnie on odszedł ode mnie i nie odezwał się już ani słowem. Stałam przed domem i nie mogłam się ruszyć. Spojrzałam na siedzącego w samochodzie Harrego. On także nie był zadowolony z obrotu spraw. Ruszyłam w stronę samochodu cały czas płacząc. Wsiadłam do środka i spojrzałam na Harrego.
- To nie jest twoja wina. – Powiedział.
- Tak, ale okropnie się z tym wszystkim czuję. Jedźmy już. – Powiedziałam. Ruszyliśmy.
- Jesteś pewna, że to mnie kochasz? – Zapytał Harry.
- Tak, jestem pewna. – Powiedziałam cicho. Nic więcej nie byłam w stanie już powiedzieć. Chciałam po prostu móc się wypłakać. Resztę drogi spędziliśmy w milczeniu. Kiedy dotarliśmy na miejsce mój ukochany pomógł mi wysiąść z samochodu, bo sama nie byłam w stanie. Kiedy weszliśmy do domu od razu poszłam do salonu, usiadłam na kanapie, podciągnęłam swoje kolana pod brodę i dalej płakałam. Nie wiedziałam, co robić. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Czułam się fatalnie. Miałam dosyć wszystkiego. Harry wszedł do pokoju i usiadł obok mnie. Przytulił mnie i zaczął pocieszać, ale to nic nie dało.
- Potrzebujesz czegoś? – Zapytał Harry. Cieszyłam się, że jest przy mnie.
- Nic, tylko ciebie. – Powiedziałam i rozszlochałam się. On pocieszał mnie przez godzinę, aż w końcu się trochę uspokoiłam i zabrakło mi łez.
- Posłuchaj Lily… Nie możesz się tym tak zadręczać. – Powiedział Harry. Nie odezwałam się ani słowem. Nie miałam na to siły.
- Co mam zrobić, żebyś przestała o tym myśleć? – Zapytał. Spojrzałam na niego. Do głowy wpadł mi pewien pomysł. Harry prawdopodobnie by się ucieszył, ale czy to był dobrzy pomysł? Nie byłam pewna. Może to pomogłoby mi o tym zapomnieć, ale nie byłam pewna czy tego chcę.
- Może… byśmy… No wiesz… - Powiedziałam. Harry uśmiechnął się.
- Pragnę tego najbardziej na świecie. Ale może innym razem? Nie chcę żebyś zrobiła to ze mną tylko po to, żeby zapomnieć o dzisiejszym zajściu. Musisz być gotowa i pewna, że tego chcesz. Innym razem.
- Masz rację… - Powiedziałam. Byłam bardzo zmęczona dzisiejszym dniem. Poszliśmy, wiec spać. Przez całą noc Harry tulił mnie do siebie i nie wypuszczał z ramion.