Wracałam ze spotkania z
przyjaciółkami. Było już dosyć późno na samotny spacer, ale nie przejmowałam
się tym zbytnio. Nagle podszedł do mnie jakiś koleś. Był pijany i ledwo stał na
nogach. Zapytał czy może zabrać mnie ze sobą do domu. Ja postanowiłam go olać i
pójść dalej, ale on złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Waliło
od niego wódką.
- Dokąd to kochanie? – Powiedział,
odepchnęłam go a on dał komuś znak ręką. W jednej chwili pojawiło się koło mnie
jeszcze trzech pijanych gości. Nie wiedziałam, co robić. Odpychałam ich od
siebie, ale jak tylko odepchnęłam jednego, od razu podchodził drugi. Mówili
ohydne rzeczy i składali wstrętne propozycje. Nie miałam jak się wydostać z
pomiędzy nich. Otoczyli mnie i przycisnęli do ściany jednego z budynków. Byłam
przerażona. Nagle usłyszałam czyjeś kroki. Ta osoba szła bardzo szybko. Po
chwili jeden z facetów stojących wokół mnie padł na ziemię. Został uderzony,
powalony jednym ciosem. Tak samo skończyła reszta jego kumpli. Podniosłam wzrok
żeby spojrzeć na mojego wybawcę. Był wysoki, miał ciemne loki wystające spod
jego czapki i piękne zielone oczy. Patrzył na mnie zaniepokojony.
- Nic ci nie jest? – Zapytał
nieznajomy.
- Nie – powiedziałam cicho nadal
lekko oszołomiona
- Chodź, zawiozę cię do domu –
powiedział mój wybawca. Nie dając mi nawet szans na odpowiedź pociągnął mnie za
rękę. Szliśmy kawałek i dotarliśmy pod jego dom. Chyba.
- Nie ruszaj się stąd, idę po
kluczyki od samochodu. – Powiedział i zniknął na chwilę. Stałam obok samochodu
stojącego przed jego domem. Pewnie również należał do niego. Wrócił po chwili i
otworzył przede mną drzwi od strony pasażera. Sama nie wiem, czemu ale ufałam
mu, mimo że go nie znałam. Ruszyliśmy. Zapytał jeszcze gdzie mieszkam.
Powiedział, że wie gdzie to i że an tej samej ulicy mieszka jego kumpel.
- Jak masz na imię? – Zapytał uśmiechając
się i cały czas uważnie obserwując drogę.
- Lily, a ty?
- Harry
- Ile masz lat? – Zapytałam z
ciekawością
- 20, a ty? – Cały czas się uśmiechał
- 19 – odpowiedziałam. Nawet nie
zauważyłam, że się zatrzymaliśmy. Staliśmy już pod moim domem. Harry otworzył
mi drzwi.
- Dziękuję. Za wszystko –
powiedziałam uśmiechając się.
- Nie ma, za co. To była dla mnie
czysta przyjemność. Cieszę się, że mogłem pomóc komuś tak pięknemu –
Odwzajemnił mój uśmiech, a ja zarumieniłam się. Odprowadził mnie do drzwi.
- Może podałabyś mi swój numer? Tak
na wypadek jakbyś jeszcze kiedyś potrzebowała pomocy? – Zapytał ponownie się
uśmiechając i ukazując swoje dołeczki.
- To nie jest zły pomysł –
powiedziałam cały czas się uśmiechając. Podałam mu swój numer.
- Dzięki, do zobaczenia jak
najprędzej – powiedział i puścił do mnie oko.
- Do zobaczenia powiedziałam i
uśmiechnęłam się. Następnie otworzyłam drzwi i weszłam do domu. A Harry
odjechał. W domu przywitała mnie moja mama pytając jak mi minął wieczór. Odpowiedziałam,
że dobrze. Nie wdając się w szczegóły. Nie chciałam jej niepokoić tym, co stało
się na ulicy jakiś czas temu. Byłam bardzo wdzięczna Harremu. Uratował mnie.
Poszłam do swojego pokoju. Byłam już zmęczona, więc przebrałam się w piżamę i
przygotowałam do spania. Położyłam się na swoim łóżku przykrywając kołdrą. Obok
mnie na poduszce spał mój kot. Ułożyłam się wygodnie i zgasiłam lampkę stojącą
na mojej szafce nocnej. Zamknęłam oczy i momentalnie zasnęłam.